dokumenty aplikacyjne rekrutacja rozmowa kwalifikacyjna

A mama siedzi i chodzi na boso

Ten wpis powinien mieć tytuł ,,Katalog porażek Agi Rachwalak”. I chyba dlatego też nie chciał się opublikować (tak, z jakiś miesiąc temu po kliknięciu ,,opublikuj” usunął się cały artykuł, bezpowrotnie. Ale dzisiaj wraca!). Bo czy takie historie nie są odstraszające dla potencjalnych pracodawców? Pewnie są, ale jednocześnie są śmieszne. A jeśli dodatkowo mają ostrzec Ciebie przed popełnianiem głupich błędów, to muszę usiąść i jeszcze raz spisać swoje przygody.

Czy znasz powiedzenie ,,szewc bez butów chodzi”? Na pewno znasz, wiadomka. Ostatnio okazało się, że zgubiłam buty. A może nigdy ich nie miałam? Eee tam, nie będę się nad tym zastanawiać, zapraszam do czytania.

(Bez) znieczulenia

Regularnie chodzę na przeglądy dentystyczne. Nie będę tu wchodzić za bardzo w szczegóły dotyczące mojego uzębienia, ale za każdym razem, na wizycie, coś się znajdzie do roboty. I oczywiście tym razem również się znalazło, pech chciał, że znalazła się również rozmowa kwalifikacyjna. Więc najpierw do gabinetu, potem na rozmowę. I to był błąd…

Schodząc z fotela słyszę, jak moja dentystka mówi do mnie:
– Aga, trochę ci naładowałam tego znieczulenia, ale nie chciałam, żeby cię bolało.
– Ale fiesz, ja sa godzine mam fosmowe kfalifikacyjną.
Chwila ciszy…
– Wiesz co, no nie powinno być źle. Tylko na wszelki wypadek nie bierz od nich nic do picia, raz miałam pacjenta, który prosto ode mnie szedł na spotkanie i pił tam kawę. Oczywiście poleciało mu po tej stronie znieczulonej i miał całą brudną marynarkę.

Więc nie piłam na spotkaniu. I przez 40 minut błogosławiłam maseczki. A co z tego wyszło? To już temat na inny wpis.. 🙂

Znowu w Hogwarcie

Pamiętasz Hermionę? Już parę razy pojawiała się u mnie na blogu. I znowu będzie o niej. Bo jak tu ma nie być o niej, kiedy sobie siedzę, szukam pracy, nagle patrzę – oferta! Znowu ta sama, co ostatnio, więc pewnie znowu nie mam szans, ale! Nie można się przecież negatywnie nastawiać, kto nie próbuje, ten nie pracuje. Trochę mi było głupio, że już jej z lodówki wyskakuję, ale co mi tam. Smażę wspaniałe podsumowanko moich skromnych umiejętności, o które mnie proszą w formularzu aplikacyjnym, klikam aplikuj i zadowolona z siebie zaczynam gadać z kumpelą przez telefon. Tak se gadamy, gadamy, nagle…

Nagle zdałam sobie sprawę, że nie załączyłam CV. Kumpela, z którą rozmawiałam (dobra, pochwalę się, to była Zosia z bloga HRMama) mówi do mnie:
– Aga, ty chyba sama siebie sabotujesz, co?

Chyba tak. Przecież to nie jest normalne, by aplikować bez wysłania CV. Kiedy mój mężuś wrócił do domu, ja cała zdenerwowana pytam go, co mam teraz zrobić. Czy pisać do Hermiony na LI, czy może aplikować ponownie, albo CV przez kumpla podesłać? A mój mężulek patrzy się na mnie z politowaniem, kręci głową i mówi:
– Aga, co jak co, ale akurat twoje CV, to na pewno mają. A jak nie mają, to i tak cię znają.
Nie czuje jak rymuje, ale chłopak rację ma. To jest już chyba moja czwarta aplikacja do tej firmy, muszą sobie poradzić 🙂

Bez butów

Pamiętacie dzień dla mam organizowany przez Fundację Mamo Pracuj i Franklin Templeton? Zastanawiałam się, czy będzie coś podobnego w tym roku. I było! Rekruterzy z FT przeprowadzali próbne rozmowy kwalifikacyjne on-line, podczas których można było dokonać analizy CV, profilu na LinkedIn, sprawdzić poziom angielskiego i wiele innych. Wersja mocno pandemiczna, ale absolutnie nie straciło na jakości. Wszystko było perfekcjnie zorganizowane, umówiona zostałam na konktretny dzień i godzinę, musiałam zadbać tylko o dostęp do internetu.

A teraz czytaj, co usyszałam na rozmowie, bo ja miałam ochotę się kopnąć w mózg.

Rozmawiał ze mną przemiły pan, od razu, jak tylko się połączyliśmy, przeszedł do rzeczy:
– Pani Agnieszko, jak mogę pomóc, jak wygląda sytuacja.
No to mu opowiadam swoją historię, co umiem a czego mi brakuje, narzekam oczywiście, że nikt mnie nie chce i wszyscy mnie dyskryminują. A Pan Rekruter na to:
– Pani Agnieszko, w Pani sytuacji proszę się skontaktować z tą i tą firmą (tu wymienił chyba z 5 firm), proszę uderzać albo do rekruterów z tych firm, albo najlepiej do jakiś szefów rekrutacji od razu. I proszę pisać, że jest Pani po studiach, nie ma doświadczenia i że prosi pani o radę. Nikt nie przejdzie obojętnie, jest trudna sytuacja na rynku, każdy stara się pomóc jak tylko może. A być może się okaże, że będą mieli stanowisko pasujące pod Pani kwalifikacje.

No i to ja rozumiem, konkretna rada, mogę od razu ją wcielić w czyn. Super! A potem przeszliśmy do analizy CV i profilu na LinkedIn. Wtedy już nie było tak przyjemnie.
– Pani Agnieszko, bardzo ładne CV, wszystko widać, profil LinkedIn również uzupełniony, ale Pani Agnieszko – gdzie są pani słowa klucze? Jeżeli pani rzeczywiście chce pracować wyszukując kandydatów, to zarówno w pani CV, jak i na LI powinny być informacje o Boolean Search, X-Ray search itd. Proszę to wpisać w opisie profilu, w umiejętnościach. A jeszcze najlepiej, od razu w opisie profilu, powtórzyć cały tekst po angielsku, wtedy Boolean Search i X-Ray search ma pani wymienione po raz trzeci. I bardzo mi przykro, ale rekruter nie będzie patrzył na to, czy jest pani uśmiechnięta i dobrze zorganizowana, ale będzie szukać tych konkretnych umiejętności.

Naprawdę miałam ochotę kopnąć się w mózg. Trzy dni wcześniej napisałam post o tym, jak to trzeba używać słów kluczy, żeby rekruter mógł nas znaleźć na LinkedIn. I co? Nico, jak zwykle, szewc bez butów chodzi 🙂

Ale już dość narzekania na temat mojego nieogara. Podsumowując spotkanie – polecam każdemu. To jest naprawdę duża wartość, jak ktoś z zewnątrz spojrzy i doradzi, co zrobić. Nie targają nim emocje (tak jak mną), nie ma obaw, że zostanie odrzucony po raz 49 w tym tygodniu (tak jak ja), no i nie jest mężem, który jak tylko próbuje dać ,,dobrą radę”, to jest zarzucany kakofonią dźwięków w stylu ,,ty mnie w ogóle nie rozumiesz”, ,,czy ty w ogóle możesz sobie wyobrazić, w jakiej ja jestem teraz sytuacji?” itd. (mniej więcej jak ja).

Warto szukać takich wydarzeń, z mojej strony, jak tylko coś znajdę, to będę Cię informować.

Koniec!

Już na koniec chcę tylko dodać jedno – z całego serca, życzę sobie i Tobie, jak wrócisz z rozmowy kwalifikacyjnej, staniesz przed lustrem i powiesz: – Było dobrze, nie zachowałam się jak Aga Rachwalak, dostanę te pracę 😀

I tym optymistycznym akcentem kończę ten wpis, bo mam nadzieję, że blogowanie jeszcze ze mną zostanie 🙂 Także trzymam kciuki za Ciebie (a za siebie już nie muszę) i pozdro600!

Może też spojrzysz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *