Uncategorized

A mama siedzi i dostaje to, czego chce

Tak jest! Dostałam dokładnie to czego chcę! I jak śpiewa Elza w ,,Krainie Lodu II” – ,,Długo czekałam na ciebie lecz ..” – lecz, co? Czy było warto? Jak śpiewa mama Elzy ,,odpowiedzi znajdziesz tu” 🙂

św. Josemaria

Nie będę ściemniać, to, co się wydarzyło, to cud. Byłam już w totalnym dołku, chciałam rzucić wszystko i oglądać ,,Kuchenne rewolucje”. Ale koleżanka mówi do mnie ,,Aga, a ty już tak długo szukasz pracy, a do Josemarii Escrivy nowennę odmówiłaś?”. A ja na to, że nie, próbowałam do św. Józefa, ale on również jest patronem płodności, więc trochę się bałam, że intencje pomyli. Ale już doszłam do ściany i uznałam, że jak to nie pomoże, to nie dość, że Magda Gessler wleci, to może i Na Wspólnej od pierwszego odcinka pocisnę. Jak już tracić czas, to grubo.

Dzień 1. czwartek
Skontaktowałam się z coachem, dziewczyną, z którą już wcześniej rozmawiałam i która bardzo mi pomogła na wcześniejszym etapie. Chciałam u niej zamówić sesje coachingową. Zaczynam sobie narzekać, że nie mogę znaleźć pracy, że nic nie ma, że beznadzieja, że już o bezpłatne staże rozsyłam informacje i nic, no dramat po prostu.
– Aga, ostatni tydzień jestem w obecnej firmie, bo odchodzę. Podeślij mi CV, spróbuję ci załatwić staż.
To wysłałam. I to był ten moment, kiedy poczułam, że modlitwa zaczęła działać i znajdę pracę na 200%.

Dzień 2. piątek
Cudów ciąg dalszy. Na rozmowę o staż umówiłam się na poniedziałek. Ale dostałam również wiadomość z Fundacji Siepomaga. Szok i niedowierzanie!
Po pierwsze, nigdzie nie ma ogłoszenia, że rekrutują na stanowisko rekrutera. Po drugie mój profil dostali od osoby, która mnie nie zna osobiście, a jest niezłą szychą w świecie rekrutacji IT. Poczułam się mega wyróżniona, naprawdę! Ale było też po trzecie – szukamy kogoś z doświadczeniem. Obiecałam sobie, że będę walczyć jak lew o tę posadę. No kurde, rekrutacja do fundacji? Bajer!

Dzień trzeci oraz czwarty to weekend, byliśmy nad morzem i postanowiłam nie myśleć o sprawach zawodowych. No dobra, trochę myślałam, ale nie pozwoliłam, by wpłynęło to negatywnie na nasz wyjazd. Pogoda była piękna, atmosfera cudowna, czułam, że taki reset był mi potrzebny!

Dzień 5. poniedziałek
Ten dzień zaczął się od dentysty. Właściwie, to od odmówienia nowenny, ale potem był dentysta. I to jest jedna z historii, które się nadają na osobny wpis, bo głupotą jest umawianie się na ważne spotkania po wizycie u dentysty, gdy znieczulona zostaje cała prawa strona, zarówno góra, jak i dół. Ale dałam radę, rozmowa o staż ok (zastanawiają się, czy zatrudnią stażystę, czy jednak kogoś z doświadczeniem), czuję moc, ale na plecach również czuję oddech fundacji.

Dzien 6. wtorek
Lekka załamka. Fundacja się nie odzywa, zaś firma, która miała mnie zatrudnić na staż 4 godziny po rozmowie ze mną wypuszcza na LinkedIn ogłoszenie, że szukają stażysty. Konsternacja. Już wiedzą, że mnie nie wezmą, czy szukają kogoś do porównania?
Musiałam przerwać te niezbyt miłe rozkminy, bo byłam umówiona na rozmowę z dziewczyną, z którą biorę udział w mentoringu sourcingowym. Okazało się, że jest doświadczonym HRowcem i bardzo, ale to bardzo mi pomogła rozwiać moje wątpliwości. Poczułam, że to znowu siła nowenny, że spotykam na swojej drodze tak przyjazne mi osoby, które w konkretny sposób mi pomagają:
– Aga, jako doświadczony HRowiec powiem ci szczerze. Oni szukają teraz do porównania, naprawdę rzadko jest tak, że ktoś przyjdzie i od razu go wezmą. A jeśli masz listę firm, do których chcesz aplikować, to pisz do wszystkich na raz. Życzę ci z całego serca, żebyś miała jakieś oferty do odrzucenia, ale jak chociaż jedna z nich zaprosi cię na rozmowę, to i tak będzie sukces.
Bo wiesz, głupia ja, zrobiłam sobie listę firm, w których bym chciała pracować. I aplikowałam po kolei, najpierw tu, jak mi odmówili, to tam. I to był błąd. Więc następnego dnia się poprawiłam

Dzień 7. środa
Poprawiłam się i wysłałam wiadomości do moich kontaktów na LI, czy może przypadkiem nie ma u nich miejsca dla mojej mało skromnej osoby. I to jest prawdziwa magia/cud/jednorożce/harrypotter co się wydarzyło!
Moja kumpela ze studiów powiedziała, że nie ma u niej w firmie w pracy, ale podeśle mój profil dalej. Popołudniu miałam telefon, że chcą się ze mną umówić na rozmowę. Rozmowa umówiona na piątek.

I to koniec odmawiania nowenny, ale nie zostawię Cię w niepewności i powiem, co się wydarzyło w piątek.

Piątkowa rozmowa

Generalnie nie lubię piątków, a tu już któryś raz używam w tym wpisie słowa ,,piątek”. Dlaczego nie lubię piątków? Bo to oznacza, że zbliża się weekend. A weekend, wiadomka, zamknięte przedszkole, dramat. I jeszcze w piątki imprezy, a ja mieszkam blisko Starego Rynku, więc też dramat.

Dlaczego o tym piszę? Żeby podkręcić atmosferę, hehe. Zastanawiaj się, co tam było w ten piątek. Może jeszcze opowiem co robiłam na obiad? Kurczę, nie pamiętam.

Wracając do rozmowy. Generalnie firma była mi znana. Pracuje w niej mój dobry kolega, który zresztą jeszcze przed pandemią mnie polecał, ale jak zwykle, szukali z doświadczeniem. Ale teraz zadziałał Josemaria, więc oto, co się zadziało.
– Aga, dostałam Twój profil od koleżanki i siedzę sobie, i czytam Twojego bloga, nagle dostaję telefon od szefa – będziemy zatrudniać sourcera (def. sourcer – osoba wyszukująca kandydatów). No to myślę sobie, mam kandydatkę.

Czyż to nie jest prawdziwy cud? No jest! Ale sama rozmowa była niezwykle przyjemna. Poczułam się na swoim miejscu i bardzo, bardzo chciałam tam pracować. Miałam tylko dwa problemy przed sobą.
1. To był piątek, więc przede mną weekend. Weekend z dziećmi, podczas którego będę się zastanawiała, czy mnie chcą czy nie i jak bardzo chciałabym tam pracować.
2. Jakiś czas temu czytałam artykuł, w którym było napisane, że jak było miło i fajnie na rozmowie kwalifikacyjnej, to raczej pracy nie dostaniesz. Jeśli zaś cię testowali i zadawali trudne pytanie, to znaczy, że chcieli cię mocno sprawdzić, bo mocno rozważają twoją kandydaturę. W przeciwnym razie, miło rozmawiają, żebyś miło się poczuł i miło potem wspominał firmę. Wspominał, bo pracy tam nie dostaniesz.
A moja piątkowa rozmowa była turbo miła. I co teraz, czy to oznacza, że odpadam?

Na szczęście po rozmowie, dostałam zaproszenie na videokonferencję z szefem z Irlandii na poniedziałek. Więc weekend jakoś przepękałam, z nadzieją czekając, co się wydarzy.

Poniedziałek, poniedziałunio

Taaak… to był wymarzony poniedziałek! Zdecydowanie! Najpierw rozmowa z Irlandią, na której okazało się, że mój przyszły szef, zna moją mentorkę od nauki sourcingu. I rozmawiało nam się super (ale znowu obawa – czy jak jest super, to jest tak super dla picu, czy rzeczywiście jest super?).

Po południu dostałam maila z ofertą, we wtorek podpisałam umowę, w środę złożyłam wypowiedzenie, a w czwartek do pracy. I tyle.

Szok szok szok !!!

Czy było warto?

Wracam do tego pytania postawionego na początku. I robię rachunek sumienia z ostatnich 10 miesięcy. Czas cholernie długi, cholernej frustracji, cholernego płaczu, a czasami nawet depresji (tak, były taki momenty, co zasypiałam z myślą, że jakbym się nie obudziła, to nic by się nie stało. Ale to też temat na inny wpis).

Ale z drugiej strony poznałam fantastycznych ludzi, różnych, najróżniejszych! I jak ostatniego dnia nowenny zaczęłam rozsyłać zapytania, to od każdej osoby dostałam odpowiedź, że będą na mój temat rozmawiać z zespołem. A głównie byli to ludzie, których poznałam na LinkedInie albo na HR Meet Upie. Gdyby nie moje szukanie pracy, nigdy bym pewnie w takich wydarzeniach nie brała udziału. Nigdy bym nie poznała Kasi Tang, która nauczyła mnie sourcować i dzięki czemu tak naprawdę dostałam tę pracę. Nigdy też bym nie współpracowała z Zosią, czyli HR Mamą, wspaniała przygoda. Nie wiem, czy bym się zintegrowała z BiznesMamami, jak to zrobiam teraz, choć i tak mam lekki niedosyt 😉

I chyba najważniejsze – nie powstałby ten blog. Zdecydowanie pomógł mi przetrwać trudny czas pandemii, sama się z siebie śmiałam pisząc te wpisy, więc dozowałam sobie endorfinki 🙂 Ale wiem też, że to dopiero początek. Chyba musiałam doświadczyć na własnej skórze tego obniżenia własnej wartości, tego strachu przed rozmowami kwalifikacyjnymi, czekania na feedback, a na koniec uczucia odrzucenia, gdy pukasz, pukasz, pukasz i nic.

Na ten moment, trudno mi odpowiedzieć, czy było warto. Ja myślę, że na pewno było, każde doświadczenie, zwłaszcza bolesne, czegoś uczy. Ale ja chyba wciąż pamiętam, jak bardzo boli szukanie pracy, jakie to jest trudne i frustrujące. Jak z porodem, wiadomo, że rodzimy najcudowniejsze skarby na świecie, ale pierwsza myśl po porodzie – ,,nigdy więcej!!”

Nigdy więcej szukania pracy, nigdy więcej dyskryminacji! I na tym zakończę, pozdro600! No i jeszcze trzymam kciuki, za Ciebie, bo za siebie już nie muszę 😉

Może też spojrzysz

4 Comments

  1. Gratuluję cierpliwości i determinacji! Zasłużona nagroda!

    1. Dziękuję! 🙂

  2. Aga, jak zwykle się uśmiałam! Trzymam kciuki jeszcze mocniej za Ciebie – tyle uśmiechu każdego dnia, co na zdjęciu 🙂

    1. Cieszę się bardzo, dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *