dyskryminacja kobiet na rynku pracy
rekrutacja rozmowa kwalifikacyjna

A mama siedzi i jest jawnie dyskryminowana

Nie wiem jak to powiedzieć, ale… kupa mnie prześladuje 🙂 A to dlatego, że jedna z firm, w której brałam udział w rekrutacji to znany producent żarówek, który w Polsce bardziej jest znany ze swojej nazwy, niż z tego, co produkuje. Tak sobie myślałam, że moja córka najstarsza miałaby kupę radochy, gdybym pracowała w firmie o takiej nazwie. Dobrze zaczynam, słowo ,,kupa” padło już 3 razy. A zatem, o czym dzisiaj będzie? W sumie to o kupie, bo to słowo chyba najlepiej opisuje poniższe rekrutacje. Zapraszam do czytania!

Pierwsza rekrutacja

Znalazłam ofertę na pracuj.pl, na którą zaaplikowałam moim wspaniałym, nowym CV. Oferta wyglądała bardzo obiecująco, poza hasłem ,,elastyczne godziny pracy – z uwzględnieniem strefy czasowej USA”. Miałam tu lekki dysonans, bo slowa ,,elastyczny” i ,,USA” zestawione obok siebie nie wskazują na to, że będę mogła sobie regulować czas pracy tak, jak chcę (marzenie!).

Po wysłaniu CV już następnego dnia otrzymałam zaproszenie na rozmowę telefoniczną, do której się porządnie przygotowałam.

Po wymianie pierwszych uprzejmości, padło pierwsze pytanie:
– Dlaczego dopiero teraz szuka pani pracy w branży HR?
– Wie pani co, generalnie ja pracy szukam od listopada, ale rozumiem, że nie o to pani chodzi, tylko o to, dlaczego będąc po studiach, dopiero teraz szukam pracy, a nie robiłam wcześniej praktyk? – brawo mój mózgu! Okazuje się, że kompetencja odkrywania drugiego dna w komunikacji, którą mam opanowaną do perfekcji, dzięki najstarszej córce, która przychodzi i mówi ,,jestem głodna”, i weź coś z tym zrób, nareszcie mi się przydała w życiu zawodowym! Koniec dygresji.
– Tak ma pani rację, o to mi chodzi. Bo z reguły jak są osoby po studiach, to mają już doświadczenie w postaci praktyk czy staży.
I teraz wyskoczyła ze mnie pantera i zajęła moje miejsce przy telefonie. Poczułam, że to jest znakomita okazja, do wypróbowania rad od doradcy zawodowego.
– Już pani mówię dlaczego tak jest. Przez cały czas studiów zajmowałam się dziećmi, mamy z mężem trójkę i podzieliliśmy się obowiązkami, na czas zajmowania się dziećmi ja robiłam studia, on pracował, a teraz już jest czas na moje wejście na rynek pracy i to mąż przejmie większość obowiązków związanych z opieką.
– Ah, to nie wiem czy ta oferta jest dla pani, pracujemy w trybie zmianowym, dwa tygodnie 8-16, dwa tygodnie 14-22.
Dobrze, że cały czas była ze mną ta pantera, bo przecież uwielbiam, jak ktoś mi mówi, co ja lubię, a co nie. Ale wydaje mi się, że ładnie wybrnęłam:
– Nie widzę przeszkód, tak jak mówiłam wcześniej, teraz jest mój czas na rynku pracy i to rodzina musi się dostosować, a nie odwrotnie.

Potem przeszłyśmy na angielski i rozmowa dotyczyła mojego CV i pasji do HRu. Było naprawdę bardzo sympatycznie, miałam otrzymać zwrotny telefon z informacją co dalej.

Druga rekrutacja

Podczas gdy czas mijał, a mi pozostało czekać na odpowiedź, dostałam propozycję rozmowy do kolejnej firmy, znowu po wysłaniu mojego nowego cool CV 🙂 Powiem szczerze – szłam na tę rozmowę z myślą ,,o jak bardzo mi się nie chce tam iść”. Tak naprawdę szłam tylko po to, bym ewentualnie miała jakąś historię z rekrutacji na bloga do opisania, bo ostatnio posucha straszna. O matko i córko, jaką historię sobie zrobiłam, to zaraz się przekonasz!

Zaczęło się od telefonu z zaproszeniem na rozmowę, podczas którego pani mi powiedziała od razu, że to jest głównie umawianie klientów na spotkania, od czasu do czasu ewentualnie zamieszczenie ogłoszenia. I to mnie bardzo zniechęciło, bo miałam wrażenie, że nic się w tej pracy nie nauczę, tylko cały dzień będę dzwonić. Ale poszłam tam, nie przygotowywałam się wcale, dopiero w tramwaju sprawdziłam, czym zajmuje się firma.

I tu mała dygresja – uważajcie, bo w ogłoszeniach też kłamią. ,,Biuro w centrum Poznania” okazało się domem w szeregowcu na Ogrodach. Dla osób nie znających topografii Poznania – to jest w odległości 20 minut od centrum.

Dotarłam na miejsce punktualnie i tu dobra rada dla wszystkich: wychodź 10 minut wcześniej, zawsze! Tym razem prawie się spóźniłam przez marsz ,,Black Lives Matters” kroczący powoli przez św. Marcina, niepozwalający tramwajowi ruszyć z miejsca. Ale ostatecznie się nie spóźniłam. Otworzyła mi pani w maseczce i zaprowadziła do sali konferencyjnej, gdzie miałam chwilkę poczekać. Zachowując reżim sanitarny, zdezynfekowałam ręce i na nos założyłam maseczkę. Siedziałam i czekałam, trenując ćwiczenia oddechowe na uspokojenie. W pewnym momencie zaczęło mi brakować powietrza, musiałam uchylić trochę maseczki i całe to moje uspokojenie diabli wzięło, bo zaczęłam szybko oddychać, żeby wyrównać niedobór tlenu. Nie wiem ile o trwało, ale nawet zdążyłam się spocić, choć mi zawsze jest zimno.

Weszły dwie panie (w tym jedna ta, co już mnie do sali zaprowadziła), obie w maseczkach i rozpoczęła się rozmowa:

1: A ja panią skądś znam! Chyba pani do nas kiedyś aplikowała, prawda?
2: Skąd możesz wiedzieć, jak pani w maseczce siedzi?
1: Oj no ze zdjęcia z CV kojarzę przecież.
Ja: Nie wiem, nie przypominam sobie, możliwe, że jeszcze przed pandemią do państwa aplikowałam. Ale dużo osób mi mówi, że kogoś im przypominam, więc może też kogoś po prostu pani przypominam.
Wtedy pani nr 1 chwyciła moje CV.
1:Ach, już wiem! Pani pracuje w sklepie naszym ulubionym, do którego chodzimy, to na pewno stąd panią kojarzę! – tu sobie pomyślałam, że to oznacza, że nie przeczytała mojego CV wcześniej. – Dobrze, to w takim razie proszę nam powiedzieć co pani wie o naszej firmie.
Tu powiedziałam rzeczy, które wyczytałam podczas jazdy tramwajem.
1:A skąd u pani zainteresowanie pracą w HR?
Ja: Z wykształcenia, kończyłam studia na Uniwerystecie Ekonomicznym. Ale konkretnie to było tak, że na ostatnim roku mieliśmy zajęcia z zarządzania zasobami ludzkimi i wtedy wiedziałam, że to jest to, co chcę robić. Dlatego podjęłam drugie studia, a teraz szukam pracy.
1: A dlaczego nie pracowała pani w trakcie studiów. – zmowu to samo, co na poprzedniej rozmowie. Dobra, gdzie moja pantera?
Ja: W trakcie studiów zajmowałam się dziećmi.
1: Ah dziećMI…. czyli liczba mnoga… czyli dwójka?
Ja: Nie nie, trójka. Wielodzietni, Karta Dużej Rodziny i takie tam – próbowałam pożartować, ale się nie udało. Próba rozluźnienia atmosfery zakończyła się fiaskiem, już więcej na rozmowach kwalifikacyjnych nie bedę opowiadać dowcipów na temat swojej sytuacji rodzinnej.
1: To jak pani to zrobiła, studia i dzieci?
Z perspektywy czasu mówię sobie ,,głupia ja, kopnij się w mózg” – Mam bardzo duże wsparcie męża i reszty rodziny. – zamiast, do jasnej anielki, powiedzieć ,,mam znakomitą organizację pracy” to, motylanoga o rodzinie gadam. Gdzie moja pantera, ja się pytam?
1: Ale to zaraz zaraz, bo wie pani, ja mam dwójkę i jak pani dała sobie radę w pandemii z nauczaniem zdalnym i w ogóle?
Ja: Moje dzieci nie chodzą jeszcze do szkoły, najstarsza córka ma 4,5 roku. Ale dałam radę, trzeba było przetrwać, teraz już jest otwarte przedszkole to jest luźniej.
1: I wszystkie dzieci chodzą do przedszkola?
Ja: Nie, najmłodsza córka, która ma rok jest jeszcze ze mną, ale od września też idzie do przedszkola.
1: A nie boi się pani chorób? – ja wiem, że ten tekst tego nie oddaje, ale ta pani była prawdziwie zatroskana i taka miła. Naprawdę, jak tam siedziałam, to czułam z jednej strony taki podziw zmieszany z niedowierzaniem, trochę jakbym tłumaczyła swojej mamie albo babci, że wszystko u mnie w porządku i daję sobie radę, i nie, nie jestem za chuda, dużo jem.
Ja: Nie, moje dzieci nie chorują. Dotychczas tylko raz musiałam podać synowi antybiotyk, a tak to nic. A jeżeli pyta pani o to, czy będę brała zwolnienia na dzieci, to nie będę, bo mąż będzie się zajmował.
1: Nie, nie o to mi chodzi. To tak z ciekawości jak pani daje sobie radę. Bo widzi pani, ja mam dwójkę dzieci, co prawda już trochę starszych. Ale wydaje mi się, że to nie jest praca dla pani. Bo to jest bardzo stresująca praca i potem jeszcze ma pani wrócić do domu do trójki dzieci, to ja nie wiem czy to nie będzie dla pani zbyt duże obciążenie. – i to też było wypowiedziane z taką autentyczną troską. – Ale dobrze, przejdźmy do konkretów. Jak pani sobie wyobraża, jak wygląda u nas dzień pracy?
Ja: Przychodzę do pracy, dostaję listę osób do których mam dzwonić i umawiać ich na spotkania, no ewentualnie od czasu do czasu ogłoszenia o pracę zamieszczać.
1: I tu podstawowy błąd. Bo pani nie dostaje listy, pani musi ich sobie sama wyszukać.
Tu żałuję, że byłam w maseczce, bo szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy – Czyli wyszukiwać też, ale super!
1: No to nie jest takie super, bo ma pani do umówienia 50 spotkań na następny dzień i musi pani znaleźć tych ludzi i umówić. I nie wyjdzie pani z pracy dopóki wszystkie spokania nie będą zapełnione. I to może być zupełnie nagle, my jesteśmy jak pogotowie. Dzwoni klient, że potrzebuje na jutro 20 osób na linię produkcyjną. I wie pani, to też nie są ludzie, co jak się umówią to przyjdą. Trzeba być niezwyle miłym i uprzejmym, by im się chciało przyjść.
Dalej miałam uśmiech na twarzy i czułam, że jaram się jak pochodnia i bardzo chcę tę pracę – No dobrze, rozumiem, ale jeżeli chodzi o to wyszukiwanie kandydatów to ja biorę udział teraz w takim programie mentoringowym, gdzie uczę się wyszukiwania kandydatów. A poza tym ja już się rekrutowałam do innej firmy, o podobnych zasadach pracy i my wszystko z mężem mamy ustalone, ja jestem w pełni dyspozycyjna.
1: Oczywiście – to akurat było niemiłe. Takie trochę ,,jasne jasne, pani tak mówi, ale ja wiem swoje” – ale proszę mi wierzyć to jest naprawdę stresująca praca, klient naciska na starszego rekrutera o zdobycie pracowników, starszy rekruter na panią naciska by pani te spotkania umówiła, a to przecież nie jest pani wina, że pani tych spotkań nie umawia. To musi mieć pani tego świadomość, że będzie pani naciskana z góry dość mocno.
Ja: Ja to wszystko rozumiem, obecnie też pracuję na pierwszej linii frontu z klientami, jak ktoś ma reklamację czy pretensje, to zawsze do mnie, pomimo tego, że to nie jest moja wina, że np. buty się popsuły. Często to nawet ja temu klientowi nic nie sprzedawałam. Tak więc do takiego ciśnienia, kiedy nie mam na nic wpływu, jestem przygotowana.
1: Oczywiście rozumiem, czy ma pani do nas jakieś pytania?
Ja: Tak, czy państwo jeszcze pracują w domach czy już w biurze?
1: W biurze.
Ja: No to super, o to mi chodzi, żeby wyjść z domu.
1: Tak tak, czy masz jeszcze jakieś pytania do pani? Nie, dobrze to ja panią odprowadzę do drzwi. Do miłego usłyszenia.

Zdanie ,,do miłego usłyszenia” utwierdziło mnie w przekonaniu, że tej pracy nie dostanę. Skoro chwilę temu uzyskałam potwierdzenie, że już pracują normalnie i się spotykają, to powinna powiedzieć do mnie ,,do zobaczenia”. Wychodząc z siedziby firmy byłam uśmiechnięta i taka pełna energii, bo było miło i panie były takie przyjazne. Ale potem zaczęłam opowiadać o tym mężowi, mamie, przyjaciółkom i z każdą kolejną rozmową nie mogłam coraz bardziej uwierzyć. Poczułam się jakbym brała udział w spocie reklamowym ,,jak nie przeprowadzać rozmowy kwalifikacyjnej”. Wiem, że raczej pokazuję siebie od strony wojującej feministki, ale kurde blaszka, jak tu nie wojować, kiedy takie sytuacje mnie spotykają? Podczas tej rozmowy nie zadano mi ani jednego pytania o moje kompetencje, te panie nie próbowały nawet … nawet nie wiem co miały próbować, bo po prostu nic nie zrobiły, zamknęły mnie tylko w słoiku o nazwie ,,matka” i krążyły wokół tego tematu. A ja naprawdę mam do zaoferowania dużo więcej, niż wnioski o zasiłek na opiekę nad dziećmi.

Jak to się skończyło?

Po dłuższym czasie napisałam maila do pani rekruterki z pierwszej firmy, z pytaniem o to, czy biorę udział dalej w procesie. Otrzymałam odpowiedź, że proces już został zamknięty i pani mnie bardzo przeprasza, że nie dostałam odpowiedzi wcześniej, ale ona przebywa na dłuższym L4.

Wiesz jaka była moja pierwsza myśl? Że współczuję jej, jeśli jest w ciąży, bo będzie miała przegwizdane na rynku pracy. To jest jakaś paranoja! Zamiast się cieszyć, że kobieta będzie przeżywać najpiękniejszą przygodę swojego życia, to ja się martwię, bo niektóre osoby jeszcze nie dojrzały do równego traktowania kobiet i mężczyzn na rynku pracy? Dramat!

Słowo ,,niektóre” jest tu mocno eufemistyczne, tylko w dwóch firmach, w których byłam na rozmowie nie poczułam się źle potraktowana przez fakt bycia matką.

Odpisałam chorej pani, że życzę jej dużo zdrowia. A do ,,troskliwych” kobiet nawet nie mam ochoty pisać. Zsuwam na tą rekrutację zasłonę milczenia.

Koniec

Bardzo chciałam, żeby ten blog był pozytywny i motywujący. Każda rozmowa kwalifikacyjna jest lekcją, nawet jeśli niezbyt przyjemną. Teraz zastanawiam się, w jaki sposób odpowiadać na pytania dotyczące braku praktyk na studiach, żeby nie wyciągać na wierzch macierzyństwa. Jakieś pomysły?

Na koniec jak zawsze i niezmiennie trzymam za Ciebie, i za siebie też. Pozdro600!

Może też spojrzysz

2 Comments

  1. Victoria says:

    Hej tak, sobie czytam twoje wpisy i pomyślałam sobie, że może zamiast szukać od razu pełnego etatu i oferty skierowanej do osób z doświadczeniem, warto by było spróbować praktyk, stażu wiem, że nie jest to pełnopłatna praca, ale w twoim przypadku 😉 (mam na myśli, bez doświadczenia) jest to bardzo dobra opcja na zdobycie wiedzy i praktyki w tym zawodzie i tu maja mniejsze wymagania co do kandydatów. A po takim stażu masz możliwość podjęcia pracy w firmie albo wpisanie nowego doświadczenia w CV. Ja miałam taką sytuacje właśnie i to mi pomogło :).

    1. Victoria, przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, podczas urlopu gdzieś mi umknął ten komentarz. Pisałam o bezpłatne staże, niestety w związku z pandemią wszelkie praktyki/programy stażowe są zawieszone 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *