statystyki
statystyki

A mama siedzi i grzebie w statystykach

Od razu uprzedzam, nie chodzi mi o takie grzebanie, jakie promował kabaret Ani Mru Mru w skeczu ,,Otwarcie hipermarketu”. Normalnie zasiadłam przed komputerem, otworzyłam przepastne zasoby stron z pracami akademickimi i jadę z koksem! Dzisiaj rozprawiam się, z trendami na polskim rynku pracy, dotyczących zatrudniania kobiet, w szczególności matek. Bo tak mnie naszło – czy to jest normalne, że taka inteligentna (yhy), pracowita (ostatnio umyłam lustro, jest progres), komunikatywna (załóż buty, no mówię załóż buty, piąty raz mówię załóż buty, ZAŁÓŻ BUUUTYYY), cierpliwa (? to już raczej nieaktualne, po akcji z zakładaniem butów), no po prostu cool babka, której ze świecią szukać…zapomniałam, po co to pisałam.. a już wiem! No bo, czy to jest normalne, że takie cool babki, jak my – supermatki, nie możemy znaleźć pracy? Mówię sprawdzam! I zobacz co mi z tego wyszło.

Wskaźnik zatrudnienia i urlopy dla rodziców

Od razu na wstępie powiem, że nie będę skupiać się na konkretnych liczbach, część danych może być zwyczajnie nieakutalnych. Bardziej zależy mi na pokazaniu ogólnych trendów.

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to wskaźnik zatrudnienia, czyli jaki odsetek ludności w wieku produkcyjnym pracuje zawodowo. Wskaźnik ten dla kobiet bezdzietnych wynosi 75%, dla kobiet z 2 dzieci do lat 6 60,2% [Kurowska 2013, s. 161]. Spadek o 15%, czyli siadam na kanapie z herbatką w ręku i Suitsami na ekranie, bo mieszczę się w statystykach.

UWAGA AKAPIT Z FEMINIZMEM, NIE CZYTAJ JEŚLI JESTEŚ WRAŻLIWA/Y.
Dla porównania, mężczyżni bezdzietni i kobiety bezdzietne mają bardzo podobny wynik wskaźnika, różnica chyba 2% tylko. Ale już tatuśkowie, to ewidentnie się palą do roboty, bo aż 90% z nich pracuje. Czyli standard, matki do garów, tatusiowie pilnują, by było, co do tych garów włożyć.

I oczywiście nie chcę tu pluć jadem, że my, ciemiężone kobiety, z dzieciakami uwieszonymi przy cycku, jesteśmy poszkodowane itd. Są prawa biologii, których nie przeskoczymy, facet ni huhu nie urodzi, no i nawet jak ma ginekomastię, to mleka nie wyprodukuje. I tu tylko pozwolę sobie na małą dygresję – nigdy nie rozumiałam kobiet, które walczą z mężczyznami, no halo, są te prawa biologii, więc matka się zajmuje dziećmi i tyle. Aż sama zostałam matką. I się okazało, że owszem prawa biologii są, ale mężczyzna również ma dwie ręce i dwie nogi, i wszystko inne, poza karmieniem piersią czy porodem, jest w stanie zrobić, tyle samo co ja [odkrywcze wiem, ale wtedy dla mnie to było WOW, serio].

Dlatego mogę zgodzić się z tym, że skoro kobieta idzie na urlop macierzyński i bierze roczny, to jej dochód spada o 20%, wtedy facet bierze nadgodziny, żeby te dochody wyrównać. Ale nie mogę zgodzić się z tym, że ja siedzę rok z dzieckiem, a facet 2 tygodnie.

Ale jak to, przecież drugie pół roku może wziąć mężczyzna, to jest twój wybór, że siedziałaś w domu!
Nie, nie mógł wziąć drugie pół roku mój mąż z prostego powodu. Nie chcę wchodzić tu w specyfikę urlopów rodzicielskich, to jest temat, z którego pisałam dwie prace magisterskie, dlatego w dużym skrócie i uproszczeniu: urlop rodzicielski trwający pół roku jest płatny tylko 60%. Zabrać 40% mojej pensji, a zabrać 40% pensji mojego męża, to nie wiem co, bo aż mi trudno znaleźć jakieś porównanie. I tu znowu dochodzimy do feminizmu wylewającego się już powoli na klawiaturę Twojego laptopa, czyli nierówności płacowych. Po prostu mężczyźni zarabiają więcej i tyle. Nie wchodzę w złe praktyki firm, które nierównym stopniu wypłacają pieniądze osobom na tych samych stanowiskach. Po prostu mężczyźni częściej wybierają lepiej płatne zawody, bo zostają inżynierami, mechanikami, informatykami, budowlańcami itd. A kobiety? Nauczycielki, sprzątaczki, urzędniczki… To siłą rzeczy, nikt nie będzie umniejszał rodzinnych dochodów tylko po to, żeby kobieta sobie popracowała.

Oj, oj, oj Aga, wchodzisz w stereotypy. Oczywiście są kobiety zarabiające więcej od swoich mężów i one zostają na urlopie z dziećmi, bo chcą. I super, niech robią co chcą, jak chcą i chwała im za to! Ja chcę zwrócić uwagę na problem kobiet, które nie chcą, a muszą, bo de facto zmusza ich do tego ustawodawca.

W tym badaniu również pani Anna Kurowska pokazuje wyraźnie zagrożenie tak długimi urlopami i daje swoją propozycję reformy, by skrócić je i zastąpić opieką żłobkową, żeby nie wykluczać kobiet z rynku pracy.

I tu się z tymi reformami nie zgodzę, nie uważam, żeby posłanie półrocznego dziecka do żłobka było dobrym pomysłem. Ale zgadzam się z tym, że roczny urlop to zabójstwo dla kariery zawodowej. Robiłam badania na matkach do magisterki, (wiesz, zamknęłam je w laboratiorium, postawiłam na kołowrotku, kazałam biegać i takie tam) i pytałam się ich, jak się zmieniła ich syuacja zawodowa po urlopie. Wśród przepytanych, tylko jednej się nie zmieniła (nauczycielka). Drugiej firma się przeniosła do Indii, trzecia wyjechała za mężem do Szwajcarii, reszta ma albo polikwidowane stanowiska albo zupełnie nowych szefów. To jest kosmos, jak rynek się zmienia w ciągu roku i jak kobiety na urlopach są lekceważone. Głęboko wierzę, że są takie firmy, tylko ja na nie nie natrafiłam, które kontaktują się ze swoimi pracownicami i chociażby raz na kwartał zdają im relację, co tam się w firmie dzieje. Albo zapraszają na spotkania, przecież wtedy przynajmniej kobieta ma szansę się uczesać, bo wychodzi do ludzi. Myślisz, że memy z kwarantanny o myciu głowy mnie śmieszyły? Dla mnie (i pewnie innych matek też) to codzienność od 5 lat, tylko my nie jesteśmy leniwe, a wyczerpane, że już pod koniec dnia nie mamy siły stać pod tym prysznicem i jeszcze szampon nakładać.

Ja uważam (i tu podkreślam, że to JA tak uważam i to jest tylko moja opinia), że urlop powinien wyglądać 9 miesięcy dla kobiety, 9 miesięcy dla mężczyzny, oba płatne 100%. 9 miesięczne dziecko już tyle z piersi nie je, a pod koniec tych urlopów ma już 1,5 roku i bez problemu da sobie radę w żłobku czy z nianią. Mimo wszystko przy rozważaniu długości urlopów, należy brać pod uwagę interesy tego najmłodszego, który ma w tym wszystkim największy interes. I choć jestem przeciwniczką równania wszystkim do dołu, bo jak ten ma źle, to niech wszyscy mają tak samo źle, ale w tym wypadku dla zdrowia dziecka i równości szans na rynku pracy, niech każdy ma tak samo słabo i tak samo długo siedzi w domu.
Już widzę miny rekruterów, jak przychodzi młodzian na rozmowę kwalifikacyjną z obrączką na palcu i jak ochoczo go zatrudniają, bo skoro jest po ślubie, to zaraz będzie miał dziecko i śmignie sobie na tak długi ojcowski.
Już widzę miny osób tworzących budżet, że ile to pieniędzy, ile zasiłków trzeba będzie wypłacić (a pamiętajmy, że mężczyźni zarabiają więcej) i nie ma na to kasy. Chętnie na ten temat podyskutuję, ale to nie jest klu tego wpisu, żebym się teraz tu nie wiadomo jak rozwodziła. Zasiewam ziarno, może ktoś pójdzie ze mną kiedyś na protest dla wyrównania szans na rynku pracy ojców i matek?

Elastyczne formy zatrudnienia

Podczas czytania badań oraz bazując na własnym doświadczeniu w szukaniu pracy, zwróciłam uwagę na jeszcze jedną rzecz. Bardzo dużą pomocą w zachowaniu work-life balance są elastyczne godziny pracy czy niepełny wymiar godzin. I tu w kontekście mojej ostatniej rozmowy kwalifikacyjnej, kiedy to pani mnie lojalnie uprzedzała, że jest bardzo dużo nadgodzin, a nawet pracujące soboty. Jaki jest problem w zatrudnieniu dwóch osób na 3/4 etatu zamiast tylko jednej, której trzeba płacić za nadgodziny? Przecież, jak osoby na część etatu robią nadgodziny, to dopóki nie przekroczą 40 godzin tygodniowo, mają wypłacane po normalnej stawce, a nie podwójnej. Przecież jak jedna osoba się rozchoruje, to ta druga może przejąć jej obowiązki, a nie, że robota leży niezrobiona.
Czy ja tu czegoś nie rozumiem? Chodzi o benefity, że trzeba będzie zamówić 2 razy tyle pomarańczy? Za kolejnego Multisporta dopłacić? No błagam, chętnie zobaczę statystyki, w jakim stopniu te benefity są naprawdę wykorzystywane. Bo dla mnie wybór jest jasny, czy lepiej, by jedna osoba zarabiała dużo a druga nic, czy lepiej by obie zarabiały coś. To tak dla rozkminy, w obliczu galopującego bezrobocia w Polsce.

Matka bez pracy

Konsekwencje nieaktywności zawodowej kobiet są bardzo poważne. Od depresji zaczynając, na ubóstwie rodziny kończąc. Depresję rozumiem w 100%, wraz z rozwojem mowy u potomstwa pojawiają się obelgi pt. ,,mama jesteś kupa”. To jest jawny mobbing, jakby pracodawca się w ten sposób odezwał do pracownika, to miałby sprawę w sądzie. Ja sprawy swojemu dziecku wytoczyć nie mogę, za to tkwię w tym toksycznym środowisku, nie tylko psychicznym, ale i fizycznym, bo kup akurat nam nie brakuje.

Ubóstwo dzieci wiadomka, jedna osoba pracuje, to jest mniej kasy niż jak pracują dwie. Ale czy wiedziałaś o tym, że jak matka pracuje, to jest większe prawdopodobieństwo, że jej córka również będzie pracować? [Kocot-Górecka, Kurowska s. 26] Zapraszam na praktyki do Ośrodka Pomocy Społecznej, to tam się przekonasz na własnej skórze, jak wygląda genetycznie przekazywana umiejętność unikania pracy. I proszę mnie nie posądzać, że szydzę z osób korzystających z pomocy OPSów, to są często osoby w trudnej sytuacji życiowej. Ale faktem jest, że często najpierw w kolejce po zasiłek stała matka, a teraz stoi córka.

Dodatkowe negatywne konsekwencje tzw. gender gap, czyli różnicy w trakowaniu kobiet i mężczyzn, bardzo ładnie podsumowała, już wcześniej przywołana przeze mnie, pani Anna Kurowska:
,,W konsekwencji możemy spodziewać się pogorszenia sytuacji kobiet na rynku pracy względem mężczyzn, a w szczególności: zwiększenia trudności w znalezieniu pracy przez kobiety, zmniejszenia ich udziału w zatrudnieniu na wysokich stanowiskach oraz obniżenia przeciętnej płacy matek oraz ich emerytur. “ [Kurowska 2013 s.166] Jestem tego najlepszym przykładem.

I ja tak mogę jeszcze długo i długo, bo narzekać można i trzeba, bo to zdrowo. Ale po tej chwili przeznaczonej na narzekanie, trzeba zacząć działać. Koniec biadolenia na temat braku wsparcia ze strony państwa czy zrozumienia ze strony pracodawców. Wszakże my matki, elastyczność mamy opanowaną do perfekcji!

Już kończę, już kończę!

Ten wpis jest (ale tylko trochę) próbą zwrócenia uwagi. Oczywiście na siebie, ale ja w takiej sytuacji nie jestem jedyna. Moja przyjaciółka, niedawno, podczas negocjacji płacowych na końcowym etapie rekrutacji usłyszała, że jednym z powodów, dla których nie może dostać tyle pieniędzy, ile chciała jest to, że ma małe dzieci, więc jest niedyspozycyjna. To boli, bardzo. I nie chcę tu znowu narzekać, że żaden facet nigdy tak nie usłyszał (a jeśli usłyszał, niech się do mnie zgłosi, stawiam sernik kajmakowy z polewą słony karmel), ale nie zgadzam się na takie traktowanie i mówię o tym głośno! Nie zgadzam się, by zatrudnianie kobiety było zależne od jej planów rozrodczych. Nie zgadzam się na patrzenie na kobiety jako piąte koło u wozu, która tylko czeka by pójść na zasiłek, bo wszystkie tak robią. Jesteśmy piękne, mądre, czułe i kochające. Bolesław Rok w wywiadzie dla Muda Talks powiedział, że ,,to właśnie kobiety mają ten niezwykły power, który zmienia świat”. Więc pakuję pieluchy, mokre chusteczki i chrupki do plecaka i wyruszam, kto dołącza?

Jeszcze tylko podziękowania, źródła i nara stąd!

Dziękuję, że przeczytałaś do końca! Mam nadzieję, że się nie zanudziłaś, a jeśli masz odmienne zdanie, to napisz do mnie – aga@mamadopracy.pl
Jak masz to samo, to też napisz, przybijemy sobie wirtualne piony!

Być może jest tak, że siedzę w zamknięciu i moje osądy są oderwane od rzeczywistości, bo choć zawsze mam rację, to tym razem może nie? A poza tym chętnie podyskutuję na inne tematy niż to, czy moja najstarsza córka już ma tak długie włosy jak Roszpunka.

Jak zawsze, na koniec, trzymam kciuki mocno mocno mocno !!

P.S. Źródła, żeby nie było, że zapomniałam!
Kocot-Górecka, Kurowska 2013, Znaczenie sytuacji rodzinnej, wzorców rodzinnych i postaw wobec kulturowych ról płci dla zatrudnienia matek małych dzieci w Polsce, Zeszyty Naukowe Instytut Statystyki i Demografii SGH nr 36 (tutaj)
Kurowska 2010, Matka-Polka pracująca, czyli jak zwiększać aktywność zawodową młodych kobiet?, Forum Obywatelskiego Rozwoju, Warszawa [fantastyczny raport, jak ktoś chce tworzyc firmę przyjazną rodzicom, to proponuję się z tym zapoznać – jasne, trochę stary, ale dobre rady w tym wypadku się nie przedawniły!] (tutaj)
Kurowska 2013, Ocena zasadności założeń reformy urlopów i zasiłków związanych z opieką nad małym dzieckiem, Instytut Polityki Społecznej, Uniwersytet Warszawski (tutaj)
Węgłowska-Rzepa, Grudzińska, Herberger 2007, Możliwości godzenia życia rodzinnego i zawodowego przez kobiety przebywające na urlopach wychowawczych [w:] J. Klebaniuk (red.) Fenomen nierówności społecznych, Warszawa, ENETEIA s. 147-163. (tutaj)


2 Comments

  1. Oj Aga, Aga, nie mogę się nie zgodzić z tym wszystkim, co napisałaś.
    Ze mną wprawdzie nie przeprowadzałaś rozmowy podczas pisania magisterki , ale jestem kolejną kobietą, którą po 2latach nieobecności w pracy, czekają same zamiany. Masz rację, że dynamika przedsiębiorstw jest tak duża, że trudno za tym nadążyć.
    W sprawie równości urlopu – z jednej strony hajsy, oczywiście, ale z drugiej – czy tylko mój mąż nawet mi się nie zapytał czy nie chciałabym wrócić do pracy wcześniej, a on posiedzi w domu z dzieckiem? U nas w domu- zero rozmów na ten temat. A przecież urlop można dzielić między rodziców, nigdzie nie jest napisane, że to my – matki, musimy się poświęcać.
    Więc ustawodawca to jedno, ale mentalność mężczyzn i stereotypy, to drugie.

  2. Dziękuję Izo za trafne spostrzeżenie. Już nie chciałam tak bardzo hejować mężczyzn, ale niestety jest to prawda co napisałaś. Wyszło to w badaniach przy okazji drugiej mgr, kiedy panowie na pytanie czy to oni mogliby zostać z dziećmi, to oczywiście mogliby, ale sytuacja musiałaby ich do tego zmusić (np. żona dostaje kontrakt na miliony monet), ale żeby tak sami z siebie zrezygnować z pracy? Nie bardzo. Ale już nie chciałam się na tych mężczyznach tak skupiać, oni przecież też są potrzbni, bo kto nas przytuli po cieżkim dniu albo słoik otworzy? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *