dokumenty aplikacyjne

A mama siedzi i prawie rezygnuje

To, że kwarantanna i zamknięte przedszkola wszystkim wchodzą na mózg i spowalniają jego obroty to pewne. Generalnie wyznaję zasadę, że na pewne rzeczy nie ma się wpływu i jedyne co można robić w takiej sytuacji, to przeć do przodu. Oczywiście, ponarzekać od czasu do czasu można, a nawet trzeba, bo to zdrowo. Ale są takie dni, kiedy człowiek już nie może. Ani lewą ani prawą ręką ruszyć, nie mówiąć o nogach. A co dopiero wstać, usiąść do kompa i szukać pracy.

Feralny dzień

Zaczęło się od tego, że znalazłam nową ofertę. Nie była ona idealna, ale była w idealnej firmie, o której pisałam tutaj. Co ważne, tę ofertę widziałam już wcześniej, potem ona zniknęła i pojawiła się ponownie. To znak, sobie pomyślałam, skoro mają problem ze znalezieniem pracownika, to może pomimo tego, że nie mam wymaganego doświadczenia, spróbuję! Ale żebym nie była taka hop do przodu, jak to zawsze jestem, napisałam do rekruterki na LinkedInie z pytaniem, czy rzeczywiście jest sens składać, jeśli nie mam wymaganego doświadczenia. Dowiedziałam się, że jest kilku kandydatów, którzy są już poważnie rozważani na to stanowisko. Grzecznie podziękowałam, usprawiedliwiłam się, że myślałam, jak ponownie wystawiają ogłoszenie, to brakuje im kandydatów i jednak się nadam. Odpowiedź zwaliła mnie z nóg: ,,To nie jest ogłoszenie, które wrzuciliśmy ponownie. To inna rola :)” No dramat! W szkole zawsze z testów czytania ze zrozumeniem miałam same piąteczki, a tu taka skucha.

Dobra, trudno, no wiadomo, że takie rzeczy się zdarzają, mnie oczywiście trochę częściej niż normalnym ludziom, ale nie poddaję się, lecę do przodu. Przeglądam sobie LinkedIna w poszukiwaniu pracy, nic ciekawego nie ma. Za to mnóstwo postów o treści ,,Hej, epidemia koronawirusa dopadła również mnie #szukampracy”. I to wszyscy – od osób, które dopiero co miały rozpocząć współpracę z firmą, po osoby z wieloletnim stażem. I ja tak sobie siedzę i czytam, i tak mi się na płacz zbiera. Bo ja od pół roku szukam pracy i nic, tylko ciągle słyszę, że nie mam doświadczenia, a tu nagle multum osób (już z doświadczeniem) traci pracę i będzie szukać. Nie mówiąc o tym, że większość firm na czas pandemii zawiesza rekrutacje, bo nie wiadomo co dalej. No to jak już mi się na ten płacz zebrało, to tak sobie popłakałam, mąż mnie poprzytulał, powiedział parę mądrych zdań, które ja oczywiście wiem, ale mój mózg za wolno przetwarza i czasem zapomina, że przecież jestem super i w ogóle. Ja tak sobie myślę, że po to właśnie są mężowie, jak kobiecy mózg trochę się zamuli podczas przetwarzania procesów myślowych, to taki mężuś będzie wiedział jak wcisnąć ctrl+alt+delete i wszystko naprostuje.

Ale ale, to nie koniec. Jeśli mnie czytasz regularnie, to wiesz, że to się nie może tak skończyć, że ja sobie na kanapie popłaczę i jest wszystko fajnie, i spoko. Zanim weszłam na tego LinkedIna, wysłałam jedno CV na portalu pracuj.pl. Nie była to oferta, która jakoś zwalała z nóg, obsługa klienta nawet nie pamiętam jakiego, ale teraz w czasie pandemii chwytam się wszystkiego. Poszłam trochę na leniucha i zamiast przesuwać paseczki w Canvie i dopasowywać ofertę pod ogłoszenie, wygenerowałam po prostu CV w kreatorze, który jest połączony z moim kontem na pracuj.pl. Tam mam takie uniwersalne podsumowanko, żeby zainteresować swoją osobą rekruterów. Oczywiście, nikt się mną nie interesuje, ale teraz takie zwykłe resume, na szybko, jak znalazł. Wygenerowałam, nawet sobie go nie przeczytałam za bardzo, tylko czy liczba stron się zgadza i wysyłam.

I nie wiem po co, naprawdę nie wiem, wieczorem sobie weszłam na to CV, i sobie je przejrzałam.

W tym momencie musi wjechać zdjęcie z rollercoastera, po prostu musi!

Najpierw myślałam, że spalam się ze wstydu. Potem, jak już krew odpłynęła mi z twarzy, zaczęłam krzyczeć (chciałam cicho, ale nie wiem jak wyszło) ,,O Boże, Boże, oj mamuniu, ał ał ał, o Boże, Boże”. Następnie zaczęłam się śmiać, a potem znowu ,,O Boże, Boże”. Zastanawiasz się, co się stało? No to patrz:

Bez komentarza.

Dobra skomenuję. Po prostu wydawało mi się, że usunęłam wszystkie swoje głupoty z tych kreatorów, gdy konstruowałam CV dla Matki Smoków. Niestety, jak zwykle źle mi się wydawało. I takie o to głupie CV poleciało w świat. Jak dla mnie, za dużo na jeden dzień. Stwierdziłam, że się do tego nie nadaję. Szukanie pracy mnie przerasta, nie umiem sobie poradzić z podstawowymi rzeczami, żegnam Państwa, idę robić na drutach.

Dobra, jednak nie żegnam!

Nie należę do osób, które łatwo się poddają. Ten dzień pokazał mi jednak wyraźnie, że szukanie pracy zabiera mi dużo czasu i energii, które mogę spożytkować w zdecydowanie lepszy sposób, niż wkurzanie się na nie-wiadomo-kogo. I użalanie nad sobą, bo nie umiem czytać ze zrozumieniem. Dlatego wywróciłam do góry nogami dotychczasowe nawyki i oto co postanowiłam:

  1. Koniec z gorączkowym sprawdzaniem, czy jakiś rekruter zajrzał na mój profil na LI – na LinkedIna wchodzę tylko w środy. Nie ukrywajmy, i tak się tam nic nie dzieje, nikt mnie nie obserwuje, nie ma na razie ciekawych ofert i wchodząc raz w tygodniu nic nie tracę. Właściwie, trochę tracę, głównie czas, bo mogłabym tam w ogóle nie wchodzić i nic by to nie zmieniło.
  2. Idąc za ciosem, strony z ofertami pracy również przeglądam tylko w środy. Również skończyło się nerwowe scrollowanie ekranu i również zyskałam sporo czasu w inne dni tygodnia.
  3. Skoro człowiek nagle zyskuje tyyyle wolnego od siedzenia przed telefonem, to co by tu dalej zrobić?

Moje pomysły na kwarantannę

Wpadło mi do głowy parę pomysłów, jak zagospodarować swoją głowę, nauczyć się nowych przydatnych rzeczy i mieć poczucie, że mimo wszystko idę do przodu.

Linked In Learning

Jest opcja 30 dni za darmo, dostęp do całych zasobów, można uzyskać wiedzę w zakresie marketingu, HR, sprzedaży, psychologii, kreatywności, już mi się nie chce dalej wymieniać, tylko tego tam jest… Jeszcze tego nie aktywowałam, bo choc uważam, że teraz jest najlepszy czas, by to zrobić, to jakoś się jeszcze nie zebrałam 🙂 Bardzo podoba mi się to, że można oglądać pojedyncze filmiki (tzw. course) np. o byciu dobrym mentorem czy projektowaniu swojego pierwszego logo. Można też wybrać tzw. ścieżkę kariery, która składa się z pojedynczych courses ułożonych w formie kursu online, chronologicznie i z odpowiednią wiedzą do danego tematu. Mnie oczywiście najbardziej interesuje kurs ,,Zostań HR Bussiness Partnerem”, ale może dla Ciebie wartościowy będzie kurs programowania w Pythonie albo inżynierii dźwięku? Jeśli masz LinkedIna, a nie wykorzystałaś jeszcze tego darmowego okresu próbnego, to działaj!

Nie wiem skąd Audio Mixing Master Class na moim panelu 🙂

Internetowe kursy, wyzwania, webinary

Na czas pandemii wszyscy się przenieśli do świata on-line. Wszyscy! Nawet dostałam ostatnio informacje o kursie haftu, co dostajesz kurierem wszystkie porzebne materiały w stylu igły, nici, tamborki itp. oraz dostęp do video tutoriali. Non stop pojawiają mi się reklamy na fejsbuku najróżniejszych wydarzeń, które miały być w Warszawie, Łodzi, Krakowie, a teraz mam okazję w nich uczestniczyć bez wychodzenia z domu! Że już za tydzień rozpoczyna się Skills Day, na którym 8 prelegentów (nawet ich znam, całkiem nieźli, możnaby ich posłuchać) przez cały dzień będą opowiadać o rozwoju kariery! Pierwsze 100 biletów za jedyne 7 zł, potem cena 49zł! Nie tak źle, myślę sobie. Zarezerwuj sobie godziny od 10 do 18, wyłącz telefon, poinformuj wszystkich, że bierzesz udział w konferencji, przygotuj sobie kartkę i długopis, i chłoń tę wiedzę niczym ręcznik zmywający siki z podłogi podczas odpieluchowywania dziecka! No super, tylko ja się pytam JAK? No jak ja, do jasnej ciasnej, mam zarezerwować sobie czas od 10 do 18. Dobra, może 7 zł jest ok, nawet za jedną z tych prelekcji, ale czy ja mam pewność, że akurat o godzinie 10:55 moje dzieci będą na tyle spokojne, że pozwolą mi obejrzeć webinar?

I tu nie chodzi teraz o narzekanie, że mam dzieci i nie mam czasu na rozwój osobisty, czy coś takiego. To jest jeden z przykładów, wyobraźcie sobie, że ja takich ofert na fejsie teraz mam sryliardy. ,,Weź udział w wyzwaniu i odkryj w sobie Talenty Gallupa” albo ,,Wypadaj dobrze przed kamerą, nie mając odpowiedniego sprzętu, wystarczy, że weźmiesz udział w tym webinarze”. Już jestem tym zmęczona, autentycznie zmęczona. Pojawia się problem nadmiaru, człowiek nie wie co wybrać, już nawet nie wie co chce, zapomina na co się zapisał, a potem przestaje odbierać maile, bo boi się, że dostanie przypomnienie o kolejnym wystąpieniu.

I taka sytuacja dopadła też mnie, wchodzę na fejsa, okazuje się, że rozpoczyna się właśnie webinar na temat video prezentacji, no to zakładam słuchawki, dumna z siebie, że dbam o swój rozwój. Ale musiałam wyłączyć, bo Pani, choć wyglądała pięknie o godzinie 21, zazdroszczę jej, ja już dawno w łóżku staram się zapomnieć o minionym dniu, a ona nadaje i próbuje wtłoczyć mi do mózgu jakieś informacje, ale mój mózg po prostu odmawia posłuszeństwa. Po całym tym krzyku jaki jest w ciągu dnia, ja po prostu potrzebuję ciszy.

Tu muszę również nadmienić, coś ze świata HRowego będzie tym razem, że mam olbrzymią motywację, żeby przerobić jeden z kursów na rekrutera IT. Udostępnia go niejaki Rekruter z Brodą, facet generalnie wymiata. Rekrutuje on programistów i żeby ich zachęcić do współpracy, to zamiast banalnych ofert, których nikt nie czyta, wysyła memy z kościotrupami. Dla mnie cool, mega w moim stylu 🙂 No i szacunek dla tego Pana, bo na czas kwarantanny wypuścił skróconą wersję swojego kursu on-line dla rekruterów. Dla mnie to jest niesamowite, że ludzie mają taką siłę, że potrafią poświęcić swój czas i swoje zasoby wiedzy, nie otrzymując za to ani złotówki (no dobra, trzeba oczywiście się zapisać na newsletter) i mi jest po prostu głupio, że ktoś się natrudził (m.in. dla mnie) a ja z tego teraz nie skorzystam. Wymówka brak czasu odchodzi na bok, trzeba to przerobić!

W samym kursie jest kilkanaście filmików po max. 8 minut, które dają całą esencję i podstawę wiedzy na temat rekrutowania w branży IT. Dla mnie bajka i żeby nie było, że go tu specjalnie reklamuję, tylko chcę zwrócić na coś uwagę – jeśli wiesz, że jest jakiś kurs (czy tam kursik) podzielony właśnie na takie małe moduły i jednocześnie dostęp jest o tej godzinie o której chcesz, a nie tylko 11:45, to pliss daj mi znać! Dla mnie taka forma nauki w tej chwili jest najlepsza, bo raz, nie mam okazji tego sprawdzić w praktyce, więc bardzo szczegółowe informację i tak zapomnę, a dwa, po prostu nie mam na to czasu, żeby usiąść i przez godzinę oglądać cokolwiek, nawet jeśli jest wartościowe. Jeżeli znasz jakąś formę przyswajania wiedzy, która byłaby dobra na czas kwarantanny z dziećmi, to podziel się! Oczywiście, jest to typowe zdanie, żeby budować zaangażowaną społeczność i zbierać lajki i followersów, ale nie taki jest mój cel 🙂 Akurat chodzi mi o wymianę wiedzy i doświadczenia, lajki mi zbiera zdjęcie z kupą 😉

Nauka języka

Temat jak dla mnie przemaglowany na prawo i lewo przez wszystkich. Ucz się języków, bo to się zawsze przyda, wszędzie oferty pracy z językami obcymi, głównie niemieckim oczywiście (przynajmniej w Poznaniu), ale ostatnio zaczął też królować rosyjski i ukraiński. Tylko co, jak nie ma motywacji? Albo trzeba wypracować w sobie nawyk, np. codzinnej nauki 10 słówek (lepsze to niż nic, w miesiąc już umiesz 300 słówek więcej), można też wykupić kurs internetowy. W sumie polecam, bo mam wykupiony kurs języka fińskiego i jestem zadowolona, zarówno nauka przez wideo jak i audio, czy ćwiczenia do wydrukowania. Natomiast jestem zdania, że kupienie kursu nie oznacza, że będziesz się tego języka uczyć. Także jeśli nie jesteś pewna, że na pewno do tego przysiądziesz, to nie kupuj.

Można jeszcze spróbować, po prostu oglądając filmy na youtubie do nauki języków, krótka forma, ale za to mało usystematyzowana i można się pogubić. Albo najlepiej – przełączyć napisy w netflixie z polskich na angielskie. I masz wymówkę – już nie oglądasz serialu, tylko uczysz się angielskiego, no hello!

Nic-nie-robienie

Te wszystkie rozważania, szukanie plusów, minusów, produkowanie słów, które musisz przeczytać, po co one? Takie pomysły mi wpadły do głowy (bo jak głowa pusta i uwolniona od trosk związanych z szukaniem pracy, to dużo rzeczy może tam wpaść) i postanowiłam się nimi podzielić. Jeżeli jesteś w takiej sytuacji, że masz ochotę na nową wiedzę i szukasz inspiracji, to mam nadzieję, że tutaj ją znalazłaś.

A jeżeli tak jak ja, masz w nosie czy się czegoś teraz nauczysz czy nie, masz już dość pędzenia, gonienia, tu obiad, tam posprzątać łazienkę, a jeszcze pranie się zrobiło, choć poprzednie jeszcze nie wyschło, to olej. Olej wszystko i ciesz się, że nic nie musisz! Nie musisz mieć wyprasowanej koszuli, bo i tak nikt Cię dzisiaj nie zobaczy. Nie musisz mieć wypucowanej podłogi, bo i tak nikt Cię dzisiaj nie odwiedzi.
Hola, hola, Pani Agnieszko! Ale inni się w tym czasie tyle nauczą, wezmą udział w tylu konferencjach online! A jeszcze to jest jedyna okazja, żeby dom odgruzować, posprzątać!

Stop stop stop! Odgruzowywanie chaty jest super, nawet bym powiedziała, że terapeutyczne. Jak się sprząta, robi się miejsce na nowe, to przychodzą wspaniałe rzeczy. I nie mówię tylko o domu i o nowych kwiatach, bo w końcu będzie miejsce na parapecie, jak się książki pochowa. W głowie się robi tyle miejsca, że hej, po posprzątaniu szafy, kiedy już nie trzeba myśleć o tym jak ją sprytnie otworzyć, bo ciężarki do ćwiczeń wypadną i zrobią dziurę w panelach. Jak nie muszę pędzić tu na koszykówkę, tu potem na basen a jeszcze w między czasie jedną nogą zmywać podłogę, a drugą dociskać drzwi piekarnika, to nagle pojawia się upragniony spokój. Jasne, że w przedpokoju się naparzają i krzyczą, i generalnie mam już dość. Dlatego tym bardziej doceniam chwilę spokoju. I mogę je poświęcić na pochłanianie najnowszyh trendów dotyczących zarządzania działem HR w dobie kryzysu, a mogę poczytać książkę, zwykłą, nie branżową, nie o rozwoju osobistym, taką dla luzu. Albo siedzieć i patrzeć przez balkon na ludzi stojących w kolejce na pocztę. I rozkoszować się smakiem herbaty zrobionej przez męża. A po trzech minutach z tego balkonu uciec, bo zapach z kompostownika zaczyna przeszkadzać. Na szczęście mam 3 balkony, więc ucieknę na inny balkon po prostu. Mogę też dodać sobie adrenaliny i spróbować pić herbatę w pokoju, ryzykując rozlaniem, gdy córka zamiast w nos syna, trafi pięścią w mój kubek. Mogę też ciągnąć ten wpis i wymieniać bez końca inne czynności generujące nic-nie-robienie, po to, by odłożyć robienie obiadu. Mogę, bo tak chcę, nikt mi nie patrzy na ręce, nie ocenia. Wreszcie mam czas na to, co ważne i robię to, na co mam ochotę. Przez 15 minut, bo przecież resztę dnia muszę się dziećmi zajmować 😀

Kończę, kończę, nie chcę Cię wkurzać. Ale pozostawiam Cię z pytaniem, czy nie gonisz przypadkiem za cudzymi marzeniami, bo wszyscy na około mówią, jak trzeba się zachowywać i co trzeba robić, żeby osiągnąć sukces? Ja tam luzuję szelki, kończę pseudo-coachingową gadkę, bo jak mówi siostra Małgorzata Chmielewska ,,odłóż tę książkę i zrób coś dobrego”. Więc odkładam pisanie i idę robić coś dobrego, dzisiaj dla siebie, a jutro dla innych.

Nie wiem czy wiesz, ale jak czytasz tego bloga, to też robisz cos dobrego. Po pierwsze dla siebie, bo amerykańscy naukowcy odkryli, że podczas czytania przygód zwariowanej Matki Smoków, wydziela się większa ilość endorfin niż podczas jedzenia czekolady. A po drugie sprawiasz mi przyjemność, ogromną, dzięki czemu ja też mam endorfiny. Dwie pieczenie na jednym ogniu – i Ty zyskujesz i ja 🙂 A skoro już dzielnie doczytałaś do końca, to nie zdziwi Cię to, że niezmiennie mocno trzymam kciuki za Ciebie (no i za siebie też). Nie zostawiaj mnie samej i też miej luźne gacie, bo będę miała wyrzuty sumienia 😀

Może też spojrzysz

5 Comments

  1. Magdalena Burdzińska says:

    historia z CV super:D pracodawca musiał być zdziwiony, na pewno CV się wyróżniało 🙂 a jak czytałam o tym, że zakup kursu językowego nie zagwarantuje, że zaczniesz się go pilnie uczyć, od razu zachciałam dodać, że w podobnie jest z karnetem na siłownie 😀 sam zakup karnetu kilogramów nie odejmie, niestety 😀

    1. Święta prawda Madzia! Choć mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy, ale to chyba nie chodzi o karnety na siłownię czy kursy językowe 😉
      Cieszę się, że historia z CV się podobała. Moja pierwsza myśl była ,,o matko, co ja zrobiłam” a druga ,,ale fajna historia na bloga” 🙂

  2. Kasiasia says:

    Tyle miałam do powiedzenia i jak doczytałam do końca to już mi się wątki pogubiły 😀 ale to co mi zostało za przemyślenie z tego wpisu to natłok tych wszystkich informacji i wyborów ze świata zewnetrznego! Człowiek zacznie się interesować, oglądać, szukać aż finalnie zobaczy 1/1 000 000 cześć tego i już mu się nic nie podoba i odechciewa. A do tego ile czasu stracił na scrollowanie! Także ja tez wybieram luzowanie gaci i skupiam się na tym czego naprawdę chcę 🙂 idę na kolacje i spać bo malutek 5:30 jak skowronek 😀

    1. Tak jest Kasia! Przybijam wirtualną pionę za luzowanie gaci i życzę dobrej nocy 🙂

  3. Ojacie,jacie, ile tutaj jest informacji! Całe mnóstwo 🙂 informacje o kursach i możliwościach bardzo cenne, ale ja póki co mówię: nie, dziękuję bardzo. W tym czasie czytam sobie Twoje posty i jest super 🙂
    I wstawiaj link do bloga na LinkedIna! Trzymam kciuki, niezmiennie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *