formularz aplikacyjny rekrutacja

A mama siedzi, trzyma się za głowę i wrzeszczy!

Autentycznie tak było. Siedziałam, trzymałam się za głowę i wrzeszczałam. Oczywiście w duchu, żeby Didy nie obudzić, ale nie chcesz wiedzieć co wrzeszczałam. Dobra, może nawet chcesz wiedzieć, ale nie powiem, bo to brzydkie było. Teraz najważniejsze pytanie – co ja znowu takiego narobiłam? Czytaj dalej, to zobaczysz. Pewnie sama chwycisz się za głowę z mojej głupoty.

Serenada na cześć Oli Budzyńskiej, czyli Pani Swojego Czasu

Nie wiem czy wiesz o tym, czy nie, ale jestem wielką fanką Pani Swojego Czasu. Generalnie, dzięki tej kobiecie wzięłam się za siebie, zmobilizowałam i zaczęłam ogarniać. Życie, bo przecież nie siebie, to wciąż mi nie wychodzi, o czym za chwilę zaświadczy dalsza część tej opowieści. Mogłabym tu pisać wiersze, tworzyć pieśni pochwalne na jej cześć i inne równie mało przydatne rzeczy, zajęłoby to na pewno dobre dwie strony A4, ale nie o tym jest ten wpis. W każdym razie, regularnie sprawdzam co się dzieje u niej na blogu. I nagle patrzę, a ona rekrutuje. Nie uwierzysz, bo ja też w pierwszej chwili musiałam się uszczypnąć, ale to była oferta IDEALNA! Po prostu skrojona na moją miarę i uszyta przez najlepszych krawców. Na pół etatu, zdalnie (już czułam zapach biblioteki, do której bym umykała, żeby popracować), obługa internetowa klienta (czyli praca z ludźmi, coś co uwielbiam) no i u Pani Swojego Czasu! Normalnie marzenie, należeć do Gangu, cool, jak nie wiem co! Nie ma innej opcji – zgłaszam się.

Tak oto chłonę wiedzę na temat zarządzania czasem i działania w biznesie on-line 🙂

No to akcja-rekrutacja!

Czytam uważnie ogłoszenie rekrutacyjne, które było bardzo długie i bardzo dokładne. Było w nim między innymi napisane, że ,,nie potrzebuję twojego CV, żeby zweryfikować twoje umiejętności”. Doczytałam do końca, wszystko super, jest napisane ,,APLIKUJ”, jest tam podany adres mailowy, na który mam kierować swoje pytania.

No to aplikuję, dopracowuję swoje CV, wysyłam na tamtego maila i siadam uśmiechnięta z herbatką na kanapie, bo czuję, że ta praca będzie moja! Oczywiście, przeszło mi przez myśl, że po co Ola pisze w tym ogłoszeniu, że nie potrzebuje mojego resume, jak i tak je wysyłam. Ale to był nic nie znaczący szczegół, podsumowanie wysmażyłam naprawdę porządne, uwypukliłam moje niewątpliwe zalety i teraz mogłam tylko czekać 3 tygodnie na odpowiedź, że zapraszają mnie do dalszego etapu rekrutacji.

I tu muszę dać małą dygresję – to ogłoszenie miało niewątpliwy i ogromny plus w porównaniu ze wszystkimi ogłoszeniami o pracę jakie w swoim życiu widziałam. Były w nim podane konkretne terminy, do kiedy zbiera aplikacje, kiedy odpowiada itd. Dlatego właśnie postanowiłam odhaczyć to zadanie jako wykonane i poczekać z mobilizacją te 3 tygodnie, zanim się sprawa nie wyjaśni.

Screenshot robiłam telefonem, nie pamiętam adresu tej strony. Pamiętam tylko, że tak mi się to spodobało, że postanowiłam to zachować 🙂

Dlatego moje zdumienie było ogromne, gdy dwa dni później dostałam maila właśnie od PSC o następującej treści:

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!

Znowu to samo, dramat. Nic tylko walić się młotkiem po głowie, autentycznie! [Tu zaznaczam, że to jeszcze nie jest ten moment, kiedy siedzę, biję się po głowie i wrzeszczę]. Kiedy tak sobie panikowałam, niczym na rollercoasterze, mój mąż przyszedł mnie pocieszyć. Powiedział, że skoro nie zauważyłam w ogłoszeniu przycisku do wypełniania ankiety, to interfejs nie był przyjazny dla użytkownika. Czy jakoś tak to powiedział. W dużym skrócie, było to po prostu źle napisane ogłoszenie i ja tu niczemu nie jestem winna. Mogę sobie wmawiać takie bzdury, dla lepszego samopoczucia, nie zmienia to faktu, że moje przerażenie było ogromne, w końcu aplikuję to kobiety, która uczy innych dobrej organizacji, a ja na wstępie taką organizację pokazuję.

Nic straconego, na pewno ten mejl umknie im w tabunie innych mejli i ankiet, nie będą pamiętać mnie po nazwisku, głęboki wdech, luzik, lecę dalej. Siadam do ankiety, wypełniam ją i wypełniam, masakra jakaś, strasznie długa, jeszcze pytania otwarte, trzeba wysilać umysł. Myślałam, że w 15 minut załatwię i spoko, a siedziałam nad tym ponad godzinę. Jeszcze co chwila mąż do mnie ,,dalej, kończ już to, serial mieliśmy oglądać”. No to skończyłam, odetchnęłam i teraz już naprawdę czekam na za trzy tygodnie.

Moment Masakry

W ramach umilenia sobie codziennych obowiązków domowych, włączam sobie na Spoify podcasty. Dzięki temu w łatwy sposób przyswajam wiedzę, podczas monotonnych czynności jak np. mycie luster czy wanny. Dzień po wypełnieniu ankiety postanowiłam posłuchać sobie podcast, oczywiście PSC. Przeglądam listę odcinków i patrzę, że pominęłam temat o rekruacji w biznesie online. Wcześniej uznałam, że przecież prawdopodobieństwo, że ja będę kogoś rekrutować do swojego ,,byznesu” i to online jest maciupeńkie, więc włączyłam jakiś ciekawszy odcinek. Ale to było zanim sama postanowiłam się zrekrutować i teraz stwierdziłam, że sobie do tego tematu wrócę. Może nie jako osoba rekrutująca, ale osoba rekrutowana też się czegoś ciekawego dowiem.

I to był właśnie ten moment. Pamiętam dokładnie, bo podlewałam kwiaty i prawie rozlałam całą konewkę. To był ten moment, w którym zaczęłam bić się po głowie i na siebie wrzeszczeć. Oczywiście w duchu, żeby nie zbudzić Didy. Okazało się, że odcinek był wypuszczony w lutym 2019, kiedy Pani Swojego Czasu rekrutowała na stanowisko Bogini Cierpliwości, natomiast ja poddałam się rekrutacji na stanowisko ASYSTENTKI Bogini Cierpliwości i ankieta na to stanowisko była DOKŁADNIE taka sama. I w całym podcaście, Ola Budzyńska rozpracowywała każde pytanie ankiety na czynniki pierwsze. Absolutnie każde pytanie, na absolutnie najbardziej malutkie czynniki pierwsze jakie można sobie wyobrazić. Ankiety, którą ja w pośpiechu, z wypiekami na twarzy, dzień wcześniej wypełniałam. I oczywiście przy każdym pytaniu było wyjaśnione, czego Pani Swojego Czasu oczekuje, co brała pod uwagę kiedy czytała odpowiedzi.

Tak naprawdę wystarczyło włączyć sobie ten podcast i spisywać do ankiety to, co ona mówi. Wiadomo, że to nie o to chodzi, myślę, że ona by się mimo wszystko zorientowała. Ale gdybym wcześniej przesłuchała ten podcast, to bym wiedziała, w jaki sposób odpowiadać, w jaki sposób opisać chociażby doświadczenie zawodowe – pisałam zdecydowanie zbyt ogólnikowo. Pewne pytania, można powiedzieć, że miałam dobrze, część zawaliłam tak naprawdę na własne życzenie, przez pośpiech. Bo ja głupia sobie pomyślałam, że ona będzie miała tyle ankiet do przeczytania, to co ja będę lała wodę, lepiej krótko i tyle. Oczywiście – jest różnica między pisaniem długich zdań bez sensu, a udzielaniem konkretnych odpowiedzi na konkretne pytanie, nawet jeśli te odpowiedzi byłyby nieco przydługie.

Nie ukrywam, że byłam załamana. Natomiast prawda też jest taka, że gdybym wcześniej przesłuchała ten podcast, to bym tej aplikacji nie złożyła (chociaż znająć mnie i tak bym złożyła 😀 ). Warunkiem koniecznym było posiadanie doświadczenia w obsłudze klienta online, a ja takowego nie posiadałam ( i w sumie wciąż nie posiadam). Dlatego też, po przesłuchaniu tego podcastu, obojętnie jak super bym nie wypełniła tej ankiety, wiedziałam, że tego stanowiska nie dostanę.

Po tych trzech tygodniach, nie spodziewałam się żadnej wiadomości od PSC, ponieważ było w ogłoszeniu zaznaczone, że skontaktuje się z wybranymi kandydatami i jak tego konkretnego dnia nie otrzymasz maila z zadaniem drugiego etapy rekrutacji, to sorki resorki, nie przechodzisz dalej. Ale z samego rana ta wiadomość przyszła, o bardzo miłej treści, że Gang nie chce, bym cały dzień spędziła sprawdzając skrzynkę mailową i od razu mnie informuje, że nie przechodzę dalej.

Można? Można!

Czy można odpisać każdej spośród 1223 osób, które wypełniły ankiety? Można! Czy można odpisać w miły i uprzejmy sposób, nie udzielając konkretnego feedbacku, ale jednocześnie dbając, by kandydat poczuł się miło, nawet jeśli nie przeszedł dalej? Można! To ja się pytam, dlaczego 95% moich wysłanych CV pozostaje bez odpowiedzi?!

Przepraszam, na koniec troszeczkę ponarzekam, spróbuję to zrobić w kulturalny sposób. Jest coś takiego, co nazywa się candidate experience, czyli doświadczenie kandydata. Jest to ogólnie mówiąc wskaźnik, który może być zmierzony i zanalizowany przez dział HR, który pokazuje, jak bardzo kandydat był zadowolony z procesu rekrutacji. Dlaczego to jest ważne? Ponieważ, kiedy jeszcze miesiąc temu był rynek pracownika, każdy taki kandydat mógł, po pierwsze, być klientem danej marki, a potem poprzez zły proces rekrutacyjny mógł się zrazić i przestać kupować dane produkty. Mógłby również za parę lat, ten sam kandydat, być idealnym potencjalnym pracownikiem lub kontrahenem, ale przez złe doświadczenie, nie wybrałby tej firmy. Dlatego jedna firma z branży IT na rozmowę kwalifikacyjną zaprasza w podróż po mieście samochodem marki Tesla. Z kolei, z tego samego powodu, aplikacja do McDonald’sa odbywa się w trzech krokach – nie ma tam wysyłania CV, pisania listów motywacyjnych. Zostawiasz nr telefonu albo mail w specjalnym formularzu i oni się do Ciebie zgłaszają. A jeśli przyjdziesz bezpośrednio do restauracji, to kierownik ma obowiązek z Tobą od razu porozmawiać. Dlaczego tak jest? Ponieważ McDonald’s zbadał, że najwięcej kandydatów odpada w momencie wypełniania formularza aplikacyjnego, uprościli go do granic możliwości, dzięki czemu zwiększyła się ilość aplikacji na stanowiska obsługi klienta, których McDonald’s tak bardzo potrzebuje.

Wiem, że przynudzam, ale to jest ważne. Jeżeli są firmy, które są gotowe wysłać Teslę po swojego kandydata, a Pani Swojego Czasu jest w stanie ustawić automatyczną wiadomość do 1200 osób, że nie biorą udziału w dalszej części rekrutacji, to ja się pytam, dlaczego 95% firm tego nie robi? Oczywiście, chciałabym się przejechać Teslą, ale nie o to chodzi. Najbardziej frustrujący w szukaniu pracy, jest ten brak odpowiedzi. Ja uważam, że to jest po prostu niegrzeczne. Jak tylko widzę ogłoszenie z dopiskiem ,,informujemy, że skontaktujemy się tylko z wybranymi kandydatami”, to mam ochotę nie składać aplikacji. Ręka do góry, kto też się na to wkurza! Może zawiążemy jakiś ruch oporu przeciwko nieodpowiadaniu na CV!

Drugą sprawą, która mnie zachwyciła w tym procesie rekrutacyjnym pod kątem technicznym, to sam formularz aplikacyjny. Był to zwykły formularz stworzony w Google Docsach, bardzo długi i szczegółowy. Pani Swojego Czasu sprawdzała wszystko – od doświadczenia w obsłudze klienta, po znajomość marki PSC. Super były pytania praktyczne, np. zauważasz komentarz o treści ,,ksiązka za 120 zł, chyba was porypało”, co robisz?. Jest to konkretne pytanie odnoszące się do konkretnego stanowiska, sprawdzające moje kompetencje i na tej podstawie jestem weryfikowana, a nie tylko na podstawie tego, co przedstawia moje CV.

Przechodzenie przez formularze aplikacyjne w standardowych rekrutacjach, to jest jakaś mordęga (o całkiem długim formularzu aplikacyjnym wspominam tutaj). Bardzo często oznacza to po prostu przepisywanie danych zawartych w CV. A ja jeszcze z reguły chcę się pokazać z dobrej strony i nie robię kopiuj-wklej tylko piszę ,,po nowemu”. Ale ile można redagować ten sam tekst, zwłaszcza taki, który jest mało redagowalny, jak obowiązki na zajmowanym stanowisku? Ja oczywiście rozumiem, że stworzenie osobnego formularza na każdą ofertę pracy, jeśli firma aktualnie prowadzi 15 procesów rekrutacyjnych, jest czasochłonne i kosztowne. Zresztą, dosyć narzekania. Po prostu przygotuj się, że bardzo często przygotowanie CV to nie koniec i będziesz musiała poświęcić jeszcze dodatkowe 20 min na formularz. Haha, teraz sobie przypomniałam, jak wypisywałam jeden taki, co jak już go wypełniłam po godzinie, to sesja wygasła. Ale to inna historia 🙂

W każdym razie, już kończąc wątek candidate experience – zarówno treść ogłoszenia, jak i ankieta, i na koniec jeszcze kontakt z odrzuconym kandydatem – wzór do naśladowania dla innych rekrutujących! W skali 1-10 daję ocenę 13 (bo lubię trzynastkę :D)!

Podsumowanko

Nareszcie koniec, wiem, wiem, że długo, ale mnie się super pisało. Nie dość, że mogłam się pośmiać z samej siebie, to jeszcze miałam okazję do HRowego wymądrzania 🙂

W każdym razie ważna lekcja dla mnie i mam nadzieję, że również dla Ciebie – nie spieszymy się! Ta następna idealna oferta pracy nie ucieknie (no chyba, że jest napisane, że niedługo wygaśnie, ale to inna sprawa). To, czy wyślesz CV za 5 czy 45 minut, albo w ogóle dopiero jutro, to nie ma większego znaczenia. Największe znaczenie ma Twoje skupienie i koncentracja na zadaniu, by odpowiadać konkretnie na pytania lub stworzyć wspaniałe podsumowanie do CV pod konkretną ofertę. Do momentu tej rekrutacji, miałam takie poczucie, że jak nie zrobię tego NATYCHMIAST, to zginę w morzu kandydatów. I tak zginę i tak, ale jeśli poświęcę trochę więcej czasu, to moje odpicowane resume wypłynie na powierzchnię błyszcząc niczym piękna muszelka w słońcu.

Koniec z odjechanymi porównaniami z głębin oceanu, bardzo dziękuję, że doczytałaś do końca! Szczerze podziwiam! A teraz w ramach niespieszenia się, może jakaś dobra herbatka? Trzymam za Ciebie kciuki mocno mocno, i za siebie też, standardowo 🙂

P.S Żeby nie było, nie jestem wszechwiedząca i swoją wiedzę na temat candidate experience czerpię z książki o zacnym tytule ,,Candidate Experience” by Maja Gojtowska

Może też spojrzysz

4 Comments

  1. zgadza się w 100 %, że komentarze w stylu ” odezwiemy się tylko do wybranych kandydatów” mogą być straszne frustrujące – bo przykre jest to, że ktoś się przygotowuje, pisze CV i list motywacyjny pod konkretne ogłoszenie, a firma nawet nie jest w stanie wysłać ogłoszenia z automatu, że po prostu nie przeszedł dalej. Wydaje mi się natomiast, że większość szanujących się firm odzywa się 🙂 tu nie chodzi o czasochłonny feedback dla tysięcy kandydatów, ale automatyczną wiadomość, szacunek do potencjalnego kandydata wymaga tego 🙂

  2. Marta M.W. says:

    Świetnie się czyta Twoje teksty, Aga. I wstępuję do ruchu oporu! 😉

    1. Dzięki Marta! Może jakieś maseczki ze specjalnym hasłem skombinujemy? Tylko nie mam ani maseczek ani pomysłu na hasło 🙂

  3. Część firm się odzywa, ale niestety w dalszym ciągu jest to mniejszość 🙁 mam nadzieję, że coś się w tym aspekcie poprawi, dużo powstało publikacji właśnie dotyczących candidate expierience. Nie wiem tylko jak na to wszystko wpłynie pandemia …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *