rozmowa kwalifikacyjna
formularz aplikacyjny rekrutacja rozmowa kwalifikacyjna

A mama siedzi i pcha się oknem, zamiast drzwiami

Nie uwierzysz, ale siedzę sobie, szukam pracy jak zwykle, nagle patrzę, a tam jest, czeka na mnie ona – praca IDEALNA! Serio, no po prostu jak zobaczyłam tę ofertę, to zaczęłam skakać z radości. Mało brakowało, a sufit bym przebiła. Jesteś ciekawa co to za oferta i jak się ta przygoda zakończyła? To zapraszam, czytaj dalej.

Jak znalazłam ofertę idealną?

Oferta pracy znajdowała się na stronie jednej z firm, której regularnie sprawdzam zakładkę ,,Careers”. Co mnie najbardziej interesowało, to fakt, że oferta jest na pół etatu (to się raczej nie zdarza) plus elastyczne godziny pracy, 5 min piechotką od mojego domku, w fińskiej korporacji (dla tych co nie wiedzą – 2 miesiące mieszkaliśmy w Helsinkach, a teraz mozolnie uczę się tego języka) w branży IT i (jak mi się zdawało – ale o tym czytaj dalej) w dziale HR. No po prostu brakowało, żeby tam było napisane ,,oferta specjalnie skrojona na miarę Agi Rachwalak”. Ta oferta aż krzyczała ,,Agaaaa, to dla ciebie, składaj CV, składaj CV”.

Zanim złożyłam CV, wykonałam telefon do kumpla, który tam pracuje, obiecał dokonać obczajki. Procedura poszła w ruch, przesłałam mu CV, on mnie polecił, wszystko fajnie, czekam. No i mijają 3 tygodnie i nic. Dzwonię do kumpla, nie odbiera. Na stronie z ofertami pracy ogłoszenie zniknęło. Zupełnie dziwnym trafem, przeglądając skrzynkę mailową, znalazłam maila sprzed dwóch tygodni, że niestety, ale nie biorę dalej udziału w rekrutacji. Gdzieś mi się zagubił w zakładce oferty, czy czymś takim, a ja głupia czekałam i jeszcze się wkurzałam, że się nie odzywają. No bywa i tak.

To skąd to okno i drzwi w tytule posta?

Ale ale, to nie koniec historii! Dzień później znowu szukam pracy i znowu widzę tę samą ofertę. Przecieram oczy, mówię ,,nie, to niemożliwe, wczoraj jej nie było”. Rzeczywiście, data dodania oferty jest z dzisiaj, szybko łapię za telefon dzwonię do kumpla o co kaman, a on nie odbiera. Ale oddzwonił wieczorem. I sytuacja wygląda tak – zatrudnili już jedną osobę i jak ja składałam CV, to już byli na etapie podpisywania z nią umowy. Natomiast teraz stwierdzili, że potrzebują jeszcze jednej osoby, na takie samo stanowisko i też na pół etatu. Dlatego moja rekrutacja jest od nowa w toku i będą się ze mną kontaktować w przyszłym tygodniu (rozmowa z kumplem była w piątek).

No to grzecznie czekam przez cały tydzień, a tu kolejny piątek i nikt się nie odezwał. Zestresowana całym tygodniem udawania, że luzik i mam zlew na to, kiedy zadzwonią, emocje zalały mnie wielką falą tsunami. Dzwonię do kumpla, pewnie Cię zaskoczę, ale on nie odbiera. Spanikowana, drżącą ręką chwytam komputer i podejmuję decyzję – wysyłam CV osobno, bez polecenia. Strach przed tym, że będę odebrana jako zbyt nachalna i upierdliwa przegrywa z pragnieniem zdobycia TEJ (przypominam IDEALNEJ) pracy. Personalizuję ponownie CV, żeby nie było, że wysyłam takie samo, wypełniam formularz aplikacyjny (całkiem długi) i klikam wyślij.

Wygląda na to, że już aplikowałeś na to stanowisko.

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!

Co ja mam teraz zrobić? Straciłam dwie godziny na przesuwanie paseczków w Canvie, żeby dopracować CV, kolejne pół godziny na uzupełnianie formularza i ma z tego wyjść takie nic? O nie! Podaje inny adres mailowy, klikam wyślij i jest, przeszło! Ale się nie cieszę, wręcz się trochę wstydzę, bo z jednej strony nie lubię się pchać na siłę tam gdzie mnie nie chcą. Ale z drugiej strony jak sama o siebie nie zawalczę, to kto o mnie zawalczy?

Wszystko się potoczyło po mojej myśli, w poniedziałek dostałam telefon od rekruterki, umówiłyśmy się na środę. całe szczęście, że tylko 2 dni stresu. A właściwie półtora, bo rozmowa na 8:30. Uważam, że to idealna godzina na tego typu rozmowy, nie zdążysz się spocić, makijaż się nie zdąży rozmazać, jesteś zbyt zaspana, by układ nerwowy ogarnął, że się denerwujesz, no bajka!

Jak mi poszło?

Zacznę może od najważniejszego, czyli jakie miałam pytania:
1. Co wiesz o naszej firmie? – jest to standardowe pytanie rekrutacyjne, zadawane chyba podczas każdej rozmowy. Nie miałam z tym problemu, ponieważ tę korporację obserwuję od dawna i wiem czym się zajmują, ale dobrą praktyką przed każdą rozmową jest sprawdzenie strony internetowej firmy, do której się udajecie.

2. Co cię zainteresowało w ofercie? – wszystko!! No serio – powiedziałam o tym fińskim, o tym, że na pół etatu, że w HRach, że wszystkie cechy wymienione w ofercie posiadam.

3. Aha, bo wiesz, to nie do końca jest praca w HRach, bardziej jest to praca asystentki. – i tu pierwsza ważna lekcja dla mnie: CZYTAJ DOKŁADNIE OGŁOSZENIE O PRACĘ, WŁĄCZNIE Z TYTUŁEM. Rzeczywiście, stanowisko, na które aplikowałam brzmiało ,,Management Assistant” i nie wiem dlaczego, ale ubzdurałam sobie, że będę asystentką zespołu IT i będę ich wspomagać w procesach HRowych. Naprawdę, nie wiem, jak mi się udało to wszystko wywnioskować, chociaż w ogłoszeniu o pracę było wyraźnie napisane, że trzeba będzie tworzyć raporty dla managementu, analizować rynek i inne funkcje zupełnie niezwiązane z np. rekrutacją czy przygotowywaniem oceny okresowej pracowników. Ale dobrze, mylne zrozumienie oferty pracy jeszcze chyba mnie nie dyskwalifikuje.

4. Co to jest EBIT? – niestety nie wiem jaka była moja mina w tym momencie, bo nie było tam lustra, ale założę się, że co najmniej nietęga. Jeżeli nie gorzej. Oczywiście miałam to wszystko na studiach i doskonale wiedziałam, że to jest przecież Earnings Before Interests and Taxes, ale kurka, co to właściwie jest, do czego służy i którego widelca użyć, żeby to zjeść, no to sorry, ale wywietrzyłam to sobie z pamięci. Jak wróciłam do domu, to przypomniałam sobie, że te zajęcia miałam i owszem, ale ponad 7 lat temu, jeszcze przed ślubem! Więc czuję się usprawiedliwiona, ale dostać takiego strzała prawie na wejście, to mnie trochę zbiło z tropu.

5. Co to jest Agile? – bang! Drugi strzał! I teraz uważaj, bo miałam ochotę bić się po głowie przy tej rekruterce. Może nawet to zrobiłam, już nie pamiętam, bo naprawdę, takim młotkiem powinnam się popukać i to ostro. Dzień wcześniej, przygotowując się do rozmowy słuchałam podcastu w ramach nauki języka angielskiego, właśnie o Agile. Tylko mówiąc szczerze, ten podcast był tak nudny, że odpłynęłam myślami i zupełnie nie słuchałam tego co do mnie gadają. Jeszcze ta rekruterka próbowała mnie wyciągnąć, coś podpowiedzieć, ale nic nie mogłam z tego urodzić, no po prostu klapa.

A żeby klapa była większa, to wracam do chaty i mówię mężowi, że właśnie było o Agile, a on na to: ,,No Agile, to jest takie podejście do zarządzania, praktycznie wszystkie firmy informatyczne się na tym opierają, wiesz, te Scrumy, Retro, Daily i inne, o których ci opowiadam”. Miałam ochotę pacnąć się w łeb i to porządnie. Żona informatyka od siedmiu boleści!

6. Były też pytania o moje umiejętności, ale już szczegółów nie pamiętam.

Dobra Aga, skończ te bzdury, serio, jak poszło?

Może się okazać, że coś pominęłam, mam nadzieję, że nie. Dodam tylko, że część rozmowy była po angielsku.

Generalnie w pewnym momencie musiało wyjść, że jestem matką trójki dzieci, ale nie było to jakieś dziwne czy niekomfortowe, normalna sprawa. Nawet chyba udowodniło moje zdolności organizacyjne, bo przy okazji opisałam w jaki sposób organizujemy sobie życie rodzinne, jakich narzędzi używamy itd.

Dobra, ale poza tym, to wychodząc z tej rozmowy, wiedziałam, że pracy nie dostanę. I teraz wydarzyła się najdziwniejsza rzecz na świecie – pomimo tego poczucia, że moja IDEALNA praca odchodzi w siną dal, czułam się jak milion dolarów. Autentycznie! Ja nie wiedziałam, że tak można – przegrać, ale jednocześnie tyle wygrać: pewność siebie i motywację do dalszego szukania.

Dodatkowo, tydzień później, jak już dostałam oficjalne potwierdzenie przez telefon, że rzeczywiście tej pracy nie dostanę, dowiedziałam się szczegółowo, co powinnam poprawić i czego mam się dowiedzieć, chcąc spróbować swoich sił w tej firmie jeszcze kiedyś. I co zrobiłam? Myk do biblioteki, po książkę o Agile 🙂

Z całego serca życzę każdemu takiego procesu rekrutacyjnego (tylko zakończonego sukcesem, oczywiście). I tu muszę podkreślić, że cała zasługa w tym, tej właśnie rekruterki. Nie mojego kolegi, który nie bardzo chciał odbierać ode mnie telefonów, chociaż wiem, że bardzo się starał polecając mnie i wychwalając moje zalety pod niebiosa. Naprawdę, myślę, że to jest trudne zadanie, tak miło potraktować odrzucanego kandydata. Nawet nie wiem, czy miło to dobre słowo. Ja czułam to, że jej zależy na mnie, nie na procesie rekrutacyjnym, ale właśnie na mnie.

Tym pozytywnym akcentem zakończę. Zapamiętaj proszę, żeby dobrze czytać ogłoszenie o pracę 🙂 i sprawdź firmę, przed udaniem się na rozmowę, to chyba najważniejsze wnioski z tej lekcji. Dziękuję, że doczytałaś do końca, w dalszym ciągu mocno trzymam za Ciebie kciuki (i za siebie też)!

Może też spojrzysz

1 Comment

  1. Great observations! Reading recruiting add and understanding for what position/function you are applying is indeed the first step to focus you on what, why and how you need to prepare for eventual interview.
    Second observation is a bullseye shot! Learn about the company, their profile, mission, vision, etc – you certainly will be tested on that, and likely it will be the interviewer/recruiter first question.
    If you don’t already know that – I would like to offer two additional suggestions:
    First – before interview find out an answer to the question “Why you decided to apply for that position” – if you are not asked that question, use the answer in ‘free questions and answers’ during an interview.
    Second – build answers to questions “What makes you the best qualified person for that position”, and to “What makes you UNIQUELY the best/winning candidate”, and use these answers during an interview.
    I wish you luck , but also lots of focus, control and patience! Take care Aga!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *