dokumenty aplikacyjne spotkania

A mama siedzi i idzie na Dzień dla Mam

Dopóki nie zaczęłam szukać pracy, to nawet nie zdawałam sobie sprawy, że takie inicjatywy dedykowane mamom, które szukają pracy w ogóle istnieją. Ale od początku, skąd o tym wiem? A no ze strony mamopracuj.pl – świetna strona nie tylko dla mam, ale też dla kobiet, ojców czy pracodawców. Polecam z całego serca (nie płacili mi za to), a teraz przechodzę do meritum.

To był słoneczny, wrześniowy dzień…

…kiedy Aga zapakowała Didę do chusty i wyruszyła w nieznane. Choć w mailu, który dostała po rejestracji na wydarzenie była załączona mapka i Aga większość życia mieszka w centrum Poznania, trafienie do odpowiedniego biurowca było nie lada wyzwaniem. Dla pewności spytała się innej niewiasty, również koczującej pod nowopowstałymi budynkami.

I tak już zostało – uczepiłam się jej jak rzep psiego ogona, okazało się, że mamy mnóstwo wspólnych tematów do rozmowy, oczywiście mamy wspólnych znajomych i w ogóle jesteśmy fajne babki! Ale nie o tym post, sorry za dygresję.

Franklin Templeton

Dzień dla Mam to wspólna inicjatywa portalu mamopracuj.pl i firmy FT. Ma ona na celu oczywiście promocję firmy, ale też zmobilizowanie kobiet do szukania pracy i pokazania, że nie jest to wcale takie straszne (choć jest).

Jak to wyglądało? Po weryfikacji biletu (który był darmowy) przechodziło się do auli, gdzie zaplanowana była prezentacja. Z tyłu był pokój, w którym rozłożony był catering (nie dość, że pyszny, to jeszcze w szkle!) oraz miejsce do zabaw dla dzieci. Były tam również osoby do opieki nad dziećmi, by mamy mogły spokojnie posłuchać prelekcji.

Na początek było spotkanie z rekruterami, którzy opowiadali jak wygląda rekrutacja do firmy, po której było mnóstwo pytań, a rekruterzy chętnie odpowiadali.

Mam wrażenie, że piszę sprawozdanie z wycieczki szkolnej, do kroniki klasowej w podstawówce. Prawda jest taka, że nie mogę nic skrytykować, brzydko skomentować czy zrobić jakiejś bez sensu dygresji, bo wszystko było super. Nie poprawne, fajne czy ok – było naprawdę super. Dlatego skupię się na wartości merytorycznej, czyli co się dowiedziałam i co może się również Tobie przydać w kontekście aplikowania, nie tylko do Franklin Templeton.

Dokumenty aplikacyjne

Najważniejsze sprawy dotyczące CV:

  • do FT konieczne jest CV w języku angielskim. Ja generalnie przyjmuję zasadę, że jak ogłoszenie o pracę jest w języku angielskim, to wysyłam CV po angielsku
  • bez klauzuli nie mogą brać pod uwagę kandydatury
  • stanowiska muszą być wypisane chronologicznie i zawierać listę obowiązków
  • należy wypunktować znajomość programów (graficznych, programistycznych etc.) i określić poziom ich znajomości (u mnie tylko Simsy – poziom excellent, ale to chyba nikogo nie interesuje)
  • zdjęcie nie jest obowiązkowe, a CV nie musi być na jednej stronie
  • i jeszcze twierdzą, że rekruterzy czytają CV … (nie no, ufam im, wiadomo, że czytają)

O liście motywacyjnym nic nie było, generalnie ten sposób komunikacji z kandydatem odchodzi powoli do lamusa. Obstawiam, że ze względu na gwałtowny spadek liczby aplikacji, po przeczytaniu w ogłoszeniu ,,… wraz z listem motywacyjnym prosimy przesyłać na adres…”.

Wśród najczęstszych błędów jakie popełniają kandydaci, rekruterzy wskazali brak informacji o spóźnieniu się na rozmowę. Jest to dla nich szczególny problem, ponieważ oni bukują (czyt. rezerwują) salki konferencyjne w tym celu i bardzo często nie mogą ich potem przedłużyć, co powoduje konsternację – tu rozmowa jeszcze nie skończona, a tam już szurają nogami pod drzwiami. Powiedzieli również, że zatrudnili osobę, która spóźniła się na rozmowę, ale ona wcześniej do nich zadzwoniła, że stoi w korku i będzie 10 minut później.

Pamiętam też, że się śmiałam jak opowiadali, że najtrudniej im się rozmawia z kandydatami, którzy odpowiadają na pytania ,,Tak.” albo ,,Nie.” i jak oni mają się czegoś dowiedzieć o kandydacie w tej sytuacji. Przykładowa rozmowa:
– Czy miałeś do czynienia w pracy z trudnym klientem?
– Tak miałem.
No jakbym z mężem gadała, autentycznie.
– Smakuje ci obiad?
– Tak
– Jak było w pracy?
– W porządku.
Mówili też, że w drugą stronę, gdy kandydat zbyt dużo gada, zbyt dużo robi dygresji, to też niedobrze. Wtedy już mi do śmiechu nie było.

Pytanie o zarobki na początku rozmowy również nie jest mile widziane. Wyobrażam sobie, że wpada taki gościu i na pewniaka:
– Dobra dobra, my tu gadu gadu, ale ile ja właściwie będę zarabiał?
– No nic pan nie będziesz zarabiał, bo pracy nie dostaniesz.
Więc czekamy z rozmową o zarobkach do momentu, aż rekruter się sam spyta. A jak się nie spyta, to nie wiem co, bo zawsze pytają.

Najważniejsza sprawa

Teraz przejdę do punktu kulminacyjnego całego przedsięwzięcia i nie był to występ Eda Sheerana, tylko SPEED RECRUITMENT! Ale że co? Że coś jest lepsze od Eda Sheerana? Złośliwie bym napisała, że wszystko jest lepsze od ,,Shape of you”, ale to pozytywny blog i nie będę krytykować (najgorzej! teraz mam to w głowie i mi nie wyjdzie przez pół dnia!).

Speed Recruitment to taka szybka rozmowa kwalifikacyjna, taka rozgrzewka przygotowująca do prawdziwej, długiej i stresującej rozmowy. Żeby się na nią zapisać, musiałam wcześniej zaaplikować przez stronę, na takie stanowisko jakie obecnie mają otwarte, tylko z dopiskiem, że rekrutujemy się z portalu mamopracuj.pl. Na taką rozmowę rekruterka przyszła już z wydrukowanym moim CV (nie miałam czarnego tła, więc nie marnowała tuszu), usiadła na pufie (ja nie, bo miałam Didę w chuście) i pogadałyśmy chwilę, o tym co mnie interesuje, jakie jest moje doświadczenie i jakie miałabym możliwości rozwoju w ich firmie.

Dla takich osób jak ja, czyli bez statusu studenta i bez doświadczenia możliwość jest w zasadzie jedna – stanowisko tzw. entry level. To jest również oferta dla osób, które chcą się przebranżowić i nabrać doświadczenia w zupełnie innej dziedzinie niż dotychczas. Pozostało mi obserwować oferty pracy i zaaplikować, gdyby się takie stanowisko pojawiło, albo odezwać się bezpośrednio do tej rekruterki na LinkedInie. To były czasy, kiedy jeszcze LinkedIna nie miałam, a perspektywa pracy w korporacji w przeciągu pół roku nie wchodziła w grę, bo Dida za mała. Dlatego pozostało mi czekać i obserwować. Oraz oczywiście założyć LinkedIna, ale o tym później.

Przy okazji miałam skonsultowane CV, w którym popełniłam prawie wszystkie błędy wymienione wcześniej (nie miałam czarnego tła co prawda, ale CV nie było po angielsku i nie miałam wypisanych obowiązków pod stanowiskiem).

Wspaniała opcja dla osób spoza rynku pracy, w miłej atmosferze przechodzi się przez najważniejsze pytania rekrutacyjne (część rozmowy była po angielsku w celu sprawdzenia znajomości języka), dostaje się od razu konstruktywny feedback (czyli informację zwrotną jak poszło) i człowiek przynajmniej wie, co może zrobić dalej, co poprawić i na czym się skupić, żeby zwiększyć swoje szanse na zatrudnienie. Super sprawa!

Co pominęłam?

Oczywiście, że coś pominęłam, przecież byłam z dzieckiem, to nie mogło być tak różowo. Ominęłam rozmowę na temat grup, do których można dołączyć będąc pracownikiem FT oraz nie porozmawiałam z zespołem Mamo Pracuj. Zamiast tego zostałam zaprowadzona przez stażystkę do pokoju dla mam karmiących, który jest na każdym piętrze biurowca. W środku zastałam wygodny fotel i mały aneks kuchenny z mikrofalówką. Szok!

Na koniec było zwiedzanie siedziby firmy (siłownia, kantyna i inne szmery bajery) oraz rozmowa z paniami prowadzącymi żłobek i przedszkole również obecne w budynku! No i jak tu nie iść do pracy? Reklama na sto dwa!

Czego mi brakowało? Właściwie jednej rzeczy – informacji odnośnie godzin pracy. Wszystko zależy od działu – jedni pracują 8-16, inni 13-22, jeszcze inni mają obowiązkową przerwę na lunch, inni jej nie mają. Jeżeli chodzi o pracę ze zmniejszonym wymiarem godzin, to na starcie nie ma takiej możliwości. W przypadku negocjowania podwyżki, można zamiast podwyżki pieniężnej uzyskać zmniejszenie etatu, wtedy stawka godzinowa wychodzi korzystniej. Może to Cię zainspiruje do negocjacji ze swoim szefem? W czasach inflacji, kiedy wszyscy proszą o podwyżkę zaproponuj zmniejszenie etatu – szef nie będzie musiał zwiększać budżetu wynagrodzeń, a Ty będziesz mieć więcej czasu dla rodziny (lub dla siebie). Poza tym prowadzone są badania nad 6godzinnym tygodniem pracy, wyniki są bardzo obiecujące 🙂 [EDIT: to pisałam zanim wybuchła epidemia koronawirusa. Obecnie radziłabym poczekać, aż gospodarka wróci do normalności.]

Podsumowując, wyszłam z tego eventu pełna zapału i chęci do rozwoju. I przede wszystkim wiem konkretnie, czego mi brakuje i co mogę poprawić, żeby zwiększyć swoje szanse na zatrudnienie. Jeżeli ktoś ma możliwość, to zachęcam do udziału – Fundacja Mamo Pracuj organizuje takie spotkania nie tylko w Poznaniu i nie tylko z firmą Franklin Templeton.

Co prawda nie było występu Eda Sheerana (może na szczęście), ale za to poznałam świetną dziewczynę, z którą utrzymuję kontakt do dziś. Wiem, że trzyma za mnie kciuki! Ja za siebie też trzymam kciuki i za Ciebie oczywiście też! Dziękuję, że dotarłaś do końca, mam nadzieję, że nie umarłaś z nudów, a wręcz poczułaś moc i chęć działania!

Może też spojrzysz

2 Comments

  1. Super sprawa z tym Speed Recruitment ! Fajnie, że o tym piszesz, bo osobiście nie byłam świadoma istnienia takiej możliwości. Zawsze lepiej zacząć od tego typu rozmowy, bo po tak długim czasie w domu traci się pewność siebie. Dzieki!

    1. Naprawdę ta rozmowa to było coś! Rzeczywiście to jest prawda, że z każdą następną rozmową kwalifikacyjną się zdobywa doświadczenie i taka krótka, niezobowiązująca forma jest świetnym treningiem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *